Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 15 marca 2016

Rozdział 10


1 czerwca : 13.00


Razem z Jasiem postanowiliśmy zabrać chłopaka ze sobą. Miał na imię Paweł, i muszę przyznać, że tak przygnębionego człowieka jeszcze nigdy nie widziałam. Mimo, ze byliśmy bardzo daleko od Polski nie potrafiłam się strasznie smucić. Ciągle myślałam, że za chwilę znajdzie nas jakiś helikopter i nam pomoże. Kiedy doszliśmy do "obozowiska" zaczęłam oglądać teren. Miejsce w którym "wylądowaliśmy" było między dwoma wysokimi "ścianami śniegu". Wyglądało to coś na styl kamieniołomu, tyle, że lodowego. Wszyscy siedzieli w kółku i coś robili. Z pewnością był to dla wielu szok, mimo tego ja nie odczuwałam niczego więcej poza tęsknotą. Po chwili poczułam, że Jasiek zaczął mnie delikatnie szturchać. Raczej cały się trząsł z zimna.
- Dzięki Tobie zapomniałem, że jest mi zimno, ale myśli wróciły razem z uczuciem zamarzania. - zaśmiał się. Następnie pobiegł w stronę gdzie w "ścianie" było przejście. Z ciekawości  poszłam za nim. Moim oczom ukazało się coś tak strasznego, że szybko opadłam na kolana i zakryłam oczy. Przede mną leżał wrak samolotu...... niestety w środku go można było znaleźć martwe ciała. Niektóre przebite przez metalowe pręty, inne rozgniecione dzięki górnej części maszyny. Widok przyprawiał mnie o dreszcze. Jan wszedł tam przegrzebując okolice, w których powinny się znaleźć walizki. Postanowiłam siąść i na niego zaczekać. Przyciągnęłam nogi do siebie i objęłam je rękami.
- Po co za mną przyszłaś?
- Gdzie jest druga część tej.... tego.....?
-  Niedaleko miejsca gdzie zasypał Cię śnieg. Angelika... po Twoim zachowaniu wydaje mi się, ze niezbyt rozumiesz powagę sytuacji... w sumie po tym co zobaczyłaś może zmienisz nastawienie.
- Myślisz, że mam wszystko w dupie...
- To nie tak. Ty jakbyś nie potrafiła, nie mogła przyjąć tego, ze my też możemy.... - i w tym momencie Jasiek odwrócił głowę i popatrzył się na samolot. Połowa osób była moimi dobrymi przyjaciółmi. Dopiero teraz zauważyłam, że chłopak poszedł tam po kurtkę. Tylko czemu nie wziął całej walizki ? Brunet usiadł obok mnie, a ja oparłam moja głowę na jego ramieniu. Było mi wtedy tak ciepło.

15.37

Obudził mnie głośny wyk ... wilków? Najwidoczniej zasnęłam, a Jaś ze mną. Zaczęłam go szturchać ręką, by się obudził. Nikt się nami nie zainteresował nawet przez chwilę? Na szczęście nie padało jakoś dużo śniegu i nie byliśmy nim zasypani. Chłopak ledwo otworzył oczy i położył się.
- Wstawaj! - powiedziałam głośno.
- Yhym... - odpowiedział. Kolejno usłyszałam następne tym razem dłuższe wycie. Wstałam i zrobiłam kilka kroków do przodu, wtem zza wraku maszyny wyskoczył wilk. Był dość mały, dlatego  wiedziałam, że jest jeszcze młody.
- Omega. - powiedziałam do siebie. Taki piękny, cały szary i z daleka zauważyłam, ze jego prawe ucho jest oklapnięte. Powoli podchodziłam do niego coraz bliżej. Dalej nie byłam blisko. Coś ciągnęło mnie do tego zwierzaka.
- Stój! - krzyknął Jaś. Przestraszona zrobiłam co kazał i obróciłam się do niego. Usłyszałam jeszcze bieg wilka i poczułam jego kły na mojej ręce. Odruchowo drugą wolną ręką walnęłam go w pysk. Ten puścił mnie, lecz szybko położył na ziemie. Po jego zębach moja krew spływała na moją twarz. Kiedy chciał znowu mnie zaatakować Jaś nie wiadomo skąd miał, ale uderzył go metalową rurką.
- Giń sukinsynu! - wrzasnął Jaś. Wilk padł i pisnął jeszcze trochę. To był smutny widok, ale albo on albo ja. - Chyba złamałem mu kręgosłup.
- Skąd to masz?
- Jakbyś zauważyła wszędzie są tu porozwalane jakieś części albo coś. Oh, to było gorszę od cebuli. - zaśmiałam się, ale zaraz przypomniałam sobie o ranię i zaczęło mnie to piekelnie boleć. Chłopak spojrzał na moją ranę i wziął mnie na ręce.
- Nogi mam zdrowe! - brunet zaśmiał się słodko i pobiegł do reszty. Gdy dotarliśmy na miejsce każdy obrócił wzrok w naszą stronę. Kazał Natalce mnie opatrzeć, a następnie zaniósł na koc, gdzie obok leżała apteczka.
- Nareszcie znalazłaś trochę czasu dla mnie!
- Przepraszam, ale tu jest tak pięknie. Biało, mroźnie...
- Groźnie - dokończyła Natka. Miała całkowitą rację. - Angelika myślę, że warto Ci to powiedzieć, bo robię z ciebie całkowitą idiotkę... - spojrzałam się na nią pytająco. - Jaś to ytyber. On jedyny tutaj, bo reszta ekipy jest już na miejscu.... w Hiszpanii :3
- AAAAAA!
- Nie wiedziałam, ze bedzie to dla ciebie taki szok.
- Boli...
- O przepraszam! - przyjaciółka zszywając mi ranę wbiła igłę w zupełnie inne miejsce, niż powinna. Chyba powinna patrzeć co robi, a nie rozmawiać ze mną.
- Nie wygląda on na tego Jasia co te trzy...cztery lata temu.
- Nie, w ogóle tępaku. - zaśmiałyśmy się. Pogawędziłyśmy, a potem dołączyłyśmy się do ogniska. Siadłam dalej od Jaśka, ale i tak cały czas gapiłam się na niego. Jego oczy są bardzo hipnotyzujące. Ogień ogrzewał moje ciało i nie martwiłam się o to co się dziś stało. Było już ciemno i postanowiłam pooglądać gwiazdy. Niebo było piękne i straszne.
- Może opowie każdy coś o sobie. - poprosił Paweł. Wszyscy przystaliśmy na ten pomysł. Było to naprawdę zabawne. W końcu doszło do brunetki z grzywką na bok. Miała ona czerwone okulary na których była duża rysa. Nie dziwota po tej tragedii.
- Jestem Majka... - powiedziała cicho.
- I jestem nieśmiała. - dokończył Jaś.
- Nom. - w jej głosie słychać było obojetność. Przed chwilą się śmiałą, a teraz nie wie co powiedzieć.
- Ej, Andzia. - szepnęła Natalka. - To nie jest przypadkiem ta Mróz? - faktycznie. To była nasza przyjaciółka. Rozstaliśmy się w drugiej gimnazjum, ponieważ musiała ona pojechać do Ameryki. A raczej przeprowadzić. Nie mogłam uwierzyć w to kogo widzę. Ciekawe czy mnie pamieta...




Po długiej przerwie wróciłam! Wiem wiem brak czasu i weny mnie nie usprawiedliwa. Niestety musi xdd Enjoy!

poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział 9



1 czerwca :  11.00

W końcu odzyskałam przytomność. Chociaż nie wiem czy to dobrze, bo kiedy się ruszyłam śnieg przysypał mnie jeszcze bardziej. Zaczęłam się dusić. Rękami odkopywałam się, by wyjść na świeże powietrze. Było mi tak zimno. Nareszcie moja dłoń mogła "dotknąć" lodowatego powietrza. Niestety tylko ona wymknęła się na wolność. Brakowało mi tlenu. Powoli uspokajałam się, ponieważ wiedziałam, że nie dam rady. Pod śniegiem nie mogę krzyczeć, a jest go za dużo, bym sama się uwolniła. Położyłam wystającą rękę delikatnie na powierzchni. Wtem coś zaczęło mnie za nią szarpać. Nie wiedział niestety o tym, że tylko powoduje moją szybszą śmierć. Nie miałam czym oddychać. Mimo to dalej byłam wszystkiego świadoma. Po kilku chwilach ktoś mnie puścił i odkopywał. Słońce zabłyszczało, a moje oczy mnie piekły. Gdy tylko poczułam jak wiatr pieści mój policzek wzięłam głęboki oddech. Wstałam odruchowo. Twarz Jasia znajdowała się na przeciwko mojej. Patrzyłam w jego piękne czekoladowe oczy. Nie potrafię oderwać od nich wzroku, jest w nich coś niezwykłego.Jego rozczochrane włosy dodawały mu uroku.
- Nie mogę uwierzyć, że Cię znalazłem. - powiedział i pomógł mi wstać.
- Gdzie jesteśmy?
- Hmm.... w górach.
- Myślałam, że na plaży. - rzekłam sarkastycznie. - Jakie to góry?
- Nie wiem, może.... Mont Blanc? - zaśmiałam się. - Co? - przewróciłam oczami, a chłopak zaprowadził mnie do reszty. Czyli małej 10-osobowej grupki. Wszyscy zaczęli się na nas patrzeć, a ja szukałam wzrokiem Natalii. Nie było jej.... to mogło oznaczać tylko jedno. Po moim policzku popłynęła jedna samotna łza, ale nie długo dołączyła do niej kolejna. Te dwie kropelki spowodowały u Jasia smutek. Nie wiedziałam go tak smutnego. Może, dlatego, że znam Jana bardzo krótko.
- Czemu płaczesz? - zapytał szeptem.
- Bo straciłam pewną cząstkę mnie. - nie minęła sekunda,a zobaczyłam jak Natalia biegnie w moim kierunku. - Ale już powróciła. - dotknęłam miejsca w którym znajdowało się serce i odetchnęłam z ulgą. Kiedy wyszłam z drobnego szoku, pobiegłam do przyjaciółki i ją przytuliłam. Padłyśmy na kolana dalej przytulone do siebie.
- Angelika? - odezwał się brunet.
- Tak?
- Zimno Ci? - faktycznie cała się trzęsłam. Miałam na sobie jedynie cienką bluzkę. Przydałby się jakiś sweter albo kurtka. Wszystko byle by mi było ciepło. Przez moje ciało przechodziły ciarki. Me dłonie były lodowate i sine. Najgorzej bolał mnie brzuch, Zimno przeszywało mnie od stóp do głowy. Jasiek przykucnął, zdjął swoją bluzę i pomógł mi ją założyć. Przez temperaturę ledwo się ruszałam. Obróciłam się i miałam poczucie winy. Teraz Jaśkowi klimat nie sprzyja. Objęłam go,a następnie złapałam za nadgarstek i pociągnęłam za sobą.
- Pobiegajmy! - pobiegnęłam z nim dalej w jakieś ustronne miejsce. Potem uciekłam przed nim, a Jaś stał i nie wiedział o co chodzi. Hmm... to tylko pozory. Gdy się do niego zbliżyłam znudzona, szybko złapał mnie w talii i zaczął kręcić. Oh, tak. Teraz było mi naprawdę ciepło. Śmiałam się, a chłopak razem ze mną.
- Puść! - krzyknęłam, ponieważ zakręciło mi się w głowię.
- Dobra. - tak też zrobił. To był zły pomysł. Nie mogłam ustać i chodziłam jak pijana. Koniec końców nadepnęłam na cieniusieńki lód. Zjechałam na dół po śniegu. Próbowałam się przy tym czegoś złapać, ale nie potrafiłam. Uderzyłam w wielką zaspę.

PERSPEKTYWA JASIA

Kiedy ujrzałem Angelikę znikającą gdzieś w śniegu szybko pobiegłem w miejsce upadku. Była tam wielka dziura. Ona musiała przez nią wpaść do tej jaskini. Tak, podziemna jaskinia. Bez dłuższego namysłu położyłem się na górce i zjechałem do niej. Było tam pięknie. Wszystko pokryte lodem,a każdy choćby mały krok odbijał się od ścian. Przez co, tworzyło się echo. Nagle usłyszałem krzyki Andzi:
- Zo st aw m nie! - mówiła bardzo nie wyraźnie. Przestraszyłem się, ze coś może się jej stać. Moment... to znaczy, ze oprócz naszej grupki jest ktoś jeszcze i to całkiem nie daleko. Schowałem się za zaspę i wyglądałem co chwilę, by być na bieżąco i wiedzieć , ze Angelika jak na razie jest cała. Gdy tajemnicza osoba podeszła dość blisko, chwyciłem ją za włosy i rzuciłem na ziemię. Dziewczyna natychmiastowo złapała się mojego ramienia. - Dziękuję... - wyszeptała. W jej głosie słychać było niepokój oraz strach. Z troską pocałowałem ją w policzek, a Andzia się zarumieniła.
- Kim jesteś? - spytałem się chłopaka, który leżał i masował swoją głowę. Samo szarpnięcie nie bolało tak, ale uderzył on lód.
- Człowiekiem.
- Nie byłbym tego taki pewien. Po co ją złapałeś?
- Bo siedzę w tej pierdolonej jaskini już półtorej roku! - wykrzyczał. Dziewczyna, aż drżała ze strachu. - Dawno nie rozmawiałem z ludźmi, a akurat spotkałem ją. Tyle, ze kiedy do niej podszedłem zaczęła uciekać.
- I dlatego trzymałeś ją jakby była jakąś rzeczą? - mówiłem spokojnym głosem, ale w środku gotowałem się z złości.
- Dobra sorry. - chłopak wstał i podał Angelice rękę na zgodę, dziewczyna tak samo wyciągnęła do niego rękę. - Nie zrobiłbym Ci krzywdy.... nie zrozumiesz mojej sytuacji.
- Jak masz na imię?
- Paweł - chłopak podrapał się po głowię.
- A jak się tu dostałeś? - spytała Andzia.
- Samolotem. - zaśmiał się, lecz po chwili posmutniał. - Leciałem z siostrą na wakacje do Hiszpanii.        My też mieliśmy pojechać do tego państwa.
- My tak samo... - odpowiedziałem.
- Też jesteście rodzeństwem?
- Nie. - odpowiedziała Angelika.
- Aha, czyli jesteście parą... to by wiele wyjaśniało. - na policzkach dziewczyny pojawiły się duże czerwone rumieńce. Niestety zaprzeczyłem słowom chłopaka.
- Mówią, że te góry są przeklęte i za każdym razem, gdy samolot tędy przelatuję rozbija się. Podobno kiedyś w takim właśnie wypadku uczestniczyła Lucy Brightness. Straciła ona wtedy swoich najlepszych przyjaciół i została sama, nikt jej nie znalazł.... Teraz jej duch powoduje katastrofy lotnicze i robi wszystko, aby została jedna osoba... wtedy naprowadza pomoc w miejsce potrzebującego.
- Dalej nie rozumiem, dlaczego? - dopytywała szatynka.
- Razem z pewną dziewczyną przypadkiem spadły ze skały, która była obok przepaści. Jej koleżanka trzymała jedną reką grubą gałęź,a drugą Lucy. Dziewczyna wiedziała, ze nie utrzyma Lucy,a chciała przeżyć, więc ją puściła i wytrzymała do przyjazdu ratowników....
- I czeka, aż zostanie tylko jedna osoba. - stwierdziłem, ale mogło to zabrzmieć trochę jak pytanie.
- Tak.
- To czemu ty nadal tu jesteś?
- Ktoś przeżył.





Przepraszam za brak rozdziałów, ale no cbsbfsbfsf łaaaaaaa. Nie miałam czasu. Jednak zdobywam go tylko wtedy, gdy mam szkołę XD I już coś zaczyna się dziać! huhu! Komentujcie, wszelka krytyka mile widziana (byle nie hejty hehe). Piszcie co robię dobrze co źle! To naprawdę jest potrzebne. Musze teraz dużo czytać, by dodawać coraz lepsze rozdziały ! dgvdsfhd ENJOY !







środa, 24 lutego 2016

...


Ostatnio nie mam czasu, by pisac nowe rozdziały. I zauważyłam, że kiedy mam szkołę to jakos tak mam wiecej weny. Na następny rozdzilik trzeba bedzie trochę poczekac , niestety....
Z góry przepraszam za ortografię, ale coś mi sie za altem dzieje, hehe.

sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 8



Wiem, że ostatnie rozdziały były troszeczkę bez naszego kochanego Jasia, ale teraz będzie inaczej! Musiałam sobie to wszystko tak poskładać, żeby potem mi się lepiej pisało. Mam nadzieję, że wcześniejsze rozdziały nie zniechęciły Cię do czytania! Pozdrawiam.







1 czerwca 2016 : 4.47

Dzień wyjazdu. Musiałam wstać o wiele wcześniej, ponieważ lot zaczyna się o 6.00. Myślałam tylko o jednym: chcę spać! Oh, nawet nie zdążyłam zasnąć. Półtorej godziny snu to nie jest wystarczająca ilość. Musiałam się śpieszyć. Na szczęście Attis mi w tym "pomagał". Przynosił on bluzki, który leżały ładnie poskładane w szafie, a następnie puszczał je poślinione do walizki. "Latałam" w tą i z powrotem, myśląc o tym czy wszystko wzięłam. Chyba tak, chyba. Czym prędzej poszłam zjeść śniadanie do kuchni i pobiegłam stanąć przy drzwiach. Byłam gotowa. Czekałam jeszcze tylko na mojego tatę, który miał mnie zawieźć na miejsce. Cała drżałam z podniecenia. W końcu spotkam youtubera, którego oglądałam jakieś 3 lata temu. Co prawda nic z tego nie pamiętam, ale fajnie powrócić sobie do dawnych czasów. Siedziałam w aucie i mieliśmy ruszać, gdy przypomniałam sobie o najważniejszym.
- Insulina!
- Co?
- Tato stój! Zapomniałam o niej.
- To leć szybko! Same z nią kłopoty.... - ojciec zaśmiał się pod nosem. Faktycznie, gdybym zapomniała o czymś tak ważnym nie byłoby najlepiej.


5.55

W ostatniej chwili zdążyłam na samolot. Weszłam do niego i szukałam wzrokiem Natalii. Nareszcie znalazłam i siadłam koło niej.
- Cześć, co tak późno? - przywitała się rozweselona Natka.
- Hej, zapomniałam insuliny.
- Ah, tak no przecież.
- Bardzo śmieszne. - przyjaciółka zachichotała.
     Przez pół godziny gadałam z Natalką o tym jak będzie świetnie. Wtem poczułam chęć posłuchania muzyki, założyłam słuchawki na uszy i zamknęłam oczy. W końcu mogłam pójść spać.
   
7.00

      Usłyszałam krzyk. Przeraźliwy głośny krzyk. Ciarki przeze mnie przeszły. To nie były głosy szczęścia na widok swojego ulubionego youtubera. To były głosy, które błagały o życie. Obudziłam się, a samolot kręcił się na wszystkie boki. Jedna dziewczyna kuląc się, a zarazem próbując się czegoś złapać przesuwała się do przodu i do tyłu, na lewo, a także na prawo. Raz zrobiła nawet fikołka. Chwilę stałam przerażona, ale po chwili wyciągnęłam do niej rękę. Po drugiej już nieudanej próbie, wychyliłam się do niej jeszcze bardziej. Złapała. Powoli ja wciągałam, lecz samolot kolejny raz, tym razem jeszcze mocniej przekręcił się gwałtownie na bok. Nie mogłam jej puścić. Gdybym to zrobiła, ona walnęłaby o ostrą rączkę siedzenia. Byłoby po niej. Niestety nie miałam tyle siły i spadłam z siedzenia razem z nią.
- Natalia!
- Angelika!
Szczęściem nie dotknęłyśmy nawet tej rączki, ale dziewczynie zaczęła lecieć krew z nosa. Zapewne dlatego, iż dużo razy walnęła głową.
- Dziękuję. - wyszeptała.
- Nie ma za co, jak masz na imię?
- Tamara.
- Trzymaj się Tamaro. - pomogłam jej wstać, by ta usiadła na fotelu. Rozejrzałam się po samolocie, gdy ujrzałam jak półka nad siedzeniami miała zaraz spaść. Dokładnie oderwała się tylko mała część, która uderzyła w tył głowy Sarę. Kolejna część półki odpadła, a następnie odbiła się od oparcia i przyczasnęła jej nogi. Jak to musiało boleć, przecież to jest okropnie ciężkie. Koleżanka wrzasnęła. Podczołgałam się do niej i z trudem zdjęłam rzeczy. Była pół przytomna. Kiedy przyjrzałam się dokładniej zobaczyłam, że kąt szafki wbił się jej w bok czoła. Strasznie krwawiła. Wyciągnęłam z kieszeni chusteczki i przytrzymałam jedną przy ranie.
- Pomocy! - krzyczałam, lecz nikt nic nie zdziałał. Darowałam im tylko, dlatego, że mogło to dla nich być ciężkie. Do moich uszu dostał się cichy jęk. Jasiek.... to był Jaś! Właśnie pomagał jakieś innej dziewczynie, ponieważ chyba złamała sobie rękę. - Wytrzymaj.... - samolot zaczął się   na wszystkie strony. Trzymałam Sarę najmocniej jak umiałam. Nagle coś pękło. Coś dużego, a mianowicie skrzydło naszego transportu. Przelatywaliśmy między górami, więc trudno byłoby takie coś  uniknąć. Przesunęłam koleżankę do rogu i kazałam Basi ją pilnować. W maszynie zrobiła się ogromna dziura. Tym razem chłopak wyleciał i popchnął mnie ku dziurze. Trzymałam się ostrej krawędzi. Moje palce krwawiły. Nie wytrzymałam i łzy zaczęły mi spływać po policzku. Nogi zwisały mi pomiędzy chmurami. Wyobrażasz, sobie, że wisisz 11km nad ziemią? Ja nigdy bym nie umiała.... dopóki, bym tego nie przeżyła. Kolejne dziewczynki nie utrzymały się i wypadły.... Boże co się dzieje ?
- Natalia ! - krzyknęłam płacząc.... nie mogłam powstrzymać łez. - Aaa! - z bólu puściłam jedną rękę, natomiast przyjaciółka złapała tą drugą. - Nie wytrzymam. - zauważyłam, ze powoli ciagnę Natalkę razem ze mną w dół. - Przepraszam. - puściłam drugą rękę. Przez sekundę byłam w powietrzu, lecz złapał mnie Jaś, a następnie wciągnął. Od razu się do niego przytuliłam. Uratował mi życie. Cudowny człowiek. Dalej się w niego tuliłam do póki maszyna się nie roztrzaskała. Dalej widziałam tylko ciemność.



Jak myślisz czy wszystkie osoby przeżyły?
Jeśli przeczytałeś/aś to zostaw komentarz!
Obiecuję, ze będzie teraz dużo Jasia! Musiałam jakoś to wszystko sobie poskładać
Postaram sie dodać kolejny rozdział jeszcze dzisiaj, hehe

czwartek, 18 lutego 2016

Rozdział 7



17.32

Tańczyliśmy równo w rytm muzyki. Czułam się przy nim nieswojo. Ciekawy z niego człowiek, chciałam się dowiedzieć o nim więcej. Jak na razie patrzyłam mu głęboko w oczy. Tak, jakbym wyciągała z niego jakieś informacje. Nagle jego usta przybliżyły się. Czy....czy on chce mnie pocałować?
- Angelika!  - Natalia uratowałaś mnie. Przybiegłaś w samą porę. - Oj.... przeszkodziłam wam...
- Nie. - Jaś spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Pewnie myślał, ze ja też tego chcę. - Coś się stało?
- Nic, po prostu szukałam Cię... - dziewczyna dalej patrzyła na bruneta. Chyba myśli, ze wszystko zepsuła. - Ja...
- Chodź.  - przytuliłam Jaśka i pociągnęłam Natkę za sobą. Musiałam pójść w jakieś ustronne miejsce. Poszłyśmy na górę do sypialni Kacpra. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy.
- Andzia nie śpij!
- Nie śpię, myślę.
- O czym?
- O moich relacjach z Janem.
- Przepraszam ja nie chciałam... - przerwałam jej tłumacząc, że uratowała mnie z tej dziwnej sytuacji. Poszłyśmy jeszcze potańczyć, a następnie większość osób zaczęła grać w butelkę. Ja z resztą też. Był to jeden z najlepszych wieczorów mojego życia. I muszę przyznać, że napiłam się jeden kieliszek wina. Tylko jeden. Oczywiście Magda miała w tą samą stronę do domu, co ja. Szkoda tylko, że się nachlała. I tak przez całą drogę wysłuchiwałam jej głupot. Najwięcej gadała o tym, że spotkała miłość jej życia. Jakże przystojnego youtubera. Phi! Ona naprawdę ma wyobraźnię. Kiedy doszłam do domu była 3.00. Nie wiedziałam, że tyle czasu minęło. Otworzyłam po cichu drzwi, lecz Attis szybko do mnie podbiegł. Strącił on ogonem wieszak, ale szybko go złapałam. Ja to mam szczęście.
Będąc już w łóżku nie mogłam zasnąć. Wierciłam się z boku na bok, aż pomyślałam, że coś obejrzę. Sięgnęłam po laptop i słuchawki, a następnie włączyłam YouTube. W polecanych filmikach miałam pewnego chłopca, który nagrywa minecraft. Tak , te czasy, kiedy to oglądałam.


Taki krótszy rozdział, ponieważ za niedługo będzie się działo. Powiedzmy, ze to taka druga część tamtego rozdziału. Po prostu nie mam czasu.
Jesli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz!

poniedziałek, 15 lutego 2016

Rozdział 6



27 maja 2016 : 15.25

Siedziałam pół godziny w gabinecie dyrektora i wyjaśniałam sprawę. Wuefista został zawieszony, a Pani K. (nauczycielka od matmy) zaproponowała nam, byśmy zgłosiły sprawę na policję. Nie stać mnie na włóczenie się po sądach, a założę się, że do tego dojdzie. Myślę, że usunięcie go z posady nauczyciela będzie wystarczające. Czekałam pod szkołą na Jaśka. Muszę sobie coś wyjaśnić, bo nie kumam. Oczywiście Natalia czekała ze mną i po chwili ciszy odezwała się.
- Jakim cudem on tu pracuje?!
- Kto?
- No on, Jan. - przewróciłam oczami. W końcu doczekałam się i owy pan raczył wyjść z tej budy.
- Posłuchaj...
- Przepraszam, ale się śpieszę. - tyle się tu nastałam, a on nie chcę nawet wysłuchać tego co chce mu powiedzieć? Nagle poczułam jak ktoś włożył mi rękę do kieszeni. Tak to był ten brunet. Odwróciłam się, by jeszcze go jakoś zatrzymać, lecz on był już za daleko.
- Andzia, nie podrywaj nauczycieli! - zaśmiała się Zośka, która przechodziła i wszystko widziała.
- Zosia!

31 maja 2016 : 16.03

- Na... Nata.... Ej!
- Ta nie, ta też nie, o ta! A jednak może nie.... - Natalia stała przy mojej szafie i szukała "idealnej" sukienki na dziś wieczór. - Spójrz! Przymierz ją! Proszę! - ona ma naprawdę dobry gust. Jest jeden problem : nie zmieszczę się w tą sukienkę!
- Natalka... ona jest za mała.
- Wciągnij brzuch.
- Piersi i dupę też mam wciągnąć i jeszcze uciąć nogi?
- Ah, w takim tempie nic nie znajdziemy. Przymierzaj. - założyłam koronkową sukienkę i obejrzałam się w lustrze. Zdecydowanie była za krótka. Ledwo zakrywała moje uda, chyba założę getry. Szkoda, bo wtedy nie będzie takiego efektu. - Eh. - Natalka powoli wypuściła powietrze ze swoich ust. - Cudownie wyglądasz!
- Mogę tak pójść na pokazówkę, ale na pewno nie będę w tym tańczyła. - zaśmiałam się.
- Dlaczego?
- Hm.... pomyślmy.... może, dlatego, że.... jest za krótka?!
- Faktycznie...- przyjaciółka jeździła po mnie wzrokiem szukając jakiegoś rozwiązania. - Schyl się!
- C-co ? Nie! - Natka patrzyła na mnie krwiożerczo. Jej naprawdę zależało na tej imprezie. Wbrew pozorom bardziej, niż mi. W końcu zrobiłam jak kazała.
- Nic nie widać. Będzie dobrze. - uśmiechnęła się do mnie. Przyszła pora na buty. Miałam miętowe (tak jak sukienka) obcasy, ale korciło mnie zrobić Natalce na złość.
- Popatrz jakie piękne trapery! - poszło lepiej, niż się spodziewałam. Dziewczyna, aż krzyknęła ze złości i trochę ze śmiechu.

17.10

Całe to spotkanie zaczynało się za dwadzieścia minut. Właśnie wychodziłyśmy z autobusu i o mało nie złamałam obcasa. Byłoby to z pewnością zabawne, ale nie dla mojej ulubionej szatynki. Po chwili spacerku byłyśmy pod domem Kacpra. Wielki dom o kolorze caffe late, prezentował się olśniewająco. Ogromny ogród i jaki piękny. Z pewnością chciałabym tu mieszkać! Jego rodzice muszą być bardzo bogaci. Ciekawe czym się zajmują, może pójdę w ich ślady. O dziwo nie było słyszeć muzyki. Pewnie za chwilę się rozkręcą. Zapukałam w drzwi, ale nikt nie otworzył. Stałam tak z 5 minut. W końcu Natalia się wnerwiła i pierdzielnęła z całej siły pięścią w drzwi. Ku mojemu zaskoczeniu ktoś nam otworzył, a mianowicie Czarek.
-Cześć, sorry nie słyszeliśmy... muzyka jest za głośno.
- Hej. - nagle zatkałam sobie uszy. Niby leciała moją ulubiona piosenka, ale muzyka była stanowczo za głośno! Kiedy przechodziłam przez korytarz zobaczyłam siebie w wielkim lustrze. Stanęłam jak wryta i przez kilka sekund patrzyłam się na siebie. Teraz mogłam zobaczyć cały outfit , wcześniej góra była punktem dominującym. I to, dlatego, ze nie mam tak dużego lustra! Normalnie bym nie wyszła tak na ulicę. Czarek, gdy zauważył, ze nie idziemy za nim zawrócił się.
- Chodź. - powiedział chłopak. Powolnym krokiem zbliżałam się, ku salonu, który był połączony z kuchnią. Przy łuku, czyli wejściu do pokoju znieruchomiałam.
- Natka. - szepnęłam jej na ucho.
- Tak?
- Wstydzę się.
- Czego?
- Nie wiedziałam, że jestem tak skromnie ubrana. - mówiłam ze złością. Przyjaciółka przewróciła oczyma i poszła tańczyć z Maćkiem. Zostawiła mnie samą. Gdzieś z oddali ujrzałam Jasia. Stał przy grupce swoich kolegów i pił drinka. Już miałam do niego podejść, gdy Kacper mnie zaczepił.

PERSPEKTYWA JAŚKA

Z wielką niechęcią popijałem swojego pierwszego drinka (na tej imprezie). Nie jestem wielbicielem alkoholu, ale czasem warto się napić. Oczywiście musiałem się zamyślić, aż tu nagle chłopacy zaczęli rozmawiać o jakieś lasce, która ubrała się bardzo "seksownie" i podobno jest z młodszych klas. Zupełnie nie wiedziałem o kim mowa, dopóki nie zobaczyłem jej. Angeliki. Tylko jest jeden haczyk. Ona ma już 18. Widziałem to jak patrzyła się w naszą stronę. Chyba chciała tu podejść. Chyba tak, ale przeszkodził jej w tym Kacper. On zawsze musi robic takie rzeczy w nieodpowiednich momentach? Hm, zaprosił ją do tańca. Nie dziwię się, teraz nie jeden facet się jej nie oprze. Chociaż mi podoba się zawsze. Piękna młoda twarz z pięknym uśmiechem.  Pierwszy raz spotkałem osobę, która tak na mnie działa. Mam ochotę z nią zatańczyć, a przy tym pocałować i... Dosyć! Ktoś mi coś dosypał do tego drinka? Wstałem z krzesła i poszedłem w stronę Angeliki.
- O cześć.
- Cześć. - co chwilę poprawiała swoją sukienkę, jakby podwijała jej się do brody. W rzeczywistości była w sam raz. Przynajmniej dla nas. Chłopców. - Zatańczysz ze mną? - myślałem, że mija wieczność, aż w końcu dziewczyna mi odpowiedziała.
- Tak, z wielką chęcią. - uśmiechnęła się, a ja odwzajemniłam uśmiech. Na moje szczęście teraz leciał wolny. Jedną rękę położyłem przy talii Angeliki, a drugą schwytałem jej dłoń i przeplotłem palce wokół jej palców. Szatynka oparła swoją głowę na moim ramieniu. Przyjemne uczucie.
- Nie jesteś za młody na pracę jako nauczyciel? - spytała cichym słodkim głosem.
- Dyrektor to mój dziadek, a wuefistka zachorowała.
- Czyli nie dostajesz za to kasy? - zachichotała.
- Niestety nie. Angelika?
- Tak?
- Pięknie wyglądasz, z resztą jak zawsze. - dziewczyna podniosła głowę i wtedy zobaczyłem jej policzki. Zarumieniła się.


dam, dam, dam xd Jakoś tak chciałam napisać to "dam"
Jeśli przeczytałeś/aś to zostaw komentarz!