Dziewczyna o imieniu Angelika wiedzie szalone życie. Jest lubiana w szkole, a także dobrze się uczy. Mimo tego dalej sądzi, że to szara rzeczywistość. Nic nie potrafi zaspokoić jej pragnienia przygody. Wkrótce jej marzenie się spełni i będzie mogła doznać prawdziwą moc adrenaliny. Niestety będzie nieść dużo przykrych rzeczy. Jej celem będzie uratowanie przyjaciół, jak i samej siebie. Czy uda jej się to? Czy uda jej się pokonać tą niebezpieczną grę?
Łączna liczba wyświetleń
poniedziałek, 29 lutego 2016
Rozdział 9
1 czerwca : 11.00
W końcu odzyskałam przytomność. Chociaż nie wiem czy to dobrze, bo kiedy się ruszyłam śnieg przysypał mnie jeszcze bardziej. Zaczęłam się dusić. Rękami odkopywałam się, by wyjść na świeże powietrze. Było mi tak zimno. Nareszcie moja dłoń mogła "dotknąć" lodowatego powietrza. Niestety tylko ona wymknęła się na wolność. Brakowało mi tlenu. Powoli uspokajałam się, ponieważ wiedziałam, że nie dam rady. Pod śniegiem nie mogę krzyczeć, a jest go za dużo, bym sama się uwolniła. Położyłam wystającą rękę delikatnie na powierzchni. Wtem coś zaczęło mnie za nią szarpać. Nie wiedział niestety o tym, że tylko powoduje moją szybszą śmierć. Nie miałam czym oddychać. Mimo to dalej byłam wszystkiego świadoma. Po kilku chwilach ktoś mnie puścił i odkopywał. Słońce zabłyszczało, a moje oczy mnie piekły. Gdy tylko poczułam jak wiatr pieści mój policzek wzięłam głęboki oddech. Wstałam odruchowo. Twarz Jasia znajdowała się na przeciwko mojej. Patrzyłam w jego piękne czekoladowe oczy. Nie potrafię oderwać od nich wzroku, jest w nich coś niezwykłego.Jego rozczochrane włosy dodawały mu uroku.
- Nie mogę uwierzyć, że Cię znalazłem. - powiedział i pomógł mi wstać.
- Gdzie jesteśmy?
- Hmm.... w górach.
- Myślałam, że na plaży. - rzekłam sarkastycznie. - Jakie to góry?
- Nie wiem, może.... Mont Blanc? - zaśmiałam się. - Co? - przewróciłam oczami, a chłopak zaprowadził mnie do reszty. Czyli małej 10-osobowej grupki. Wszyscy zaczęli się na nas patrzeć, a ja szukałam wzrokiem Natalii. Nie było jej.... to mogło oznaczać tylko jedno. Po moim policzku popłynęła jedna samotna łza, ale nie długo dołączyła do niej kolejna. Te dwie kropelki spowodowały u Jasia smutek. Nie wiedziałam go tak smutnego. Może, dlatego, że znam Jana bardzo krótko.
- Czemu płaczesz? - zapytał szeptem.
- Bo straciłam pewną cząstkę mnie. - nie minęła sekunda,a zobaczyłam jak Natalia biegnie w moim kierunku. - Ale już powróciła. - dotknęłam miejsca w którym znajdowało się serce i odetchnęłam z ulgą. Kiedy wyszłam z drobnego szoku, pobiegłam do przyjaciółki i ją przytuliłam. Padłyśmy na kolana dalej przytulone do siebie.
- Angelika? - odezwał się brunet.
- Tak?
- Zimno Ci? - faktycznie cała się trzęsłam. Miałam na sobie jedynie cienką bluzkę. Przydałby się jakiś sweter albo kurtka. Wszystko byle by mi było ciepło. Przez moje ciało przechodziły ciarki. Me dłonie były lodowate i sine. Najgorzej bolał mnie brzuch, Zimno przeszywało mnie od stóp do głowy. Jasiek przykucnął, zdjął swoją bluzę i pomógł mi ją założyć. Przez temperaturę ledwo się ruszałam. Obróciłam się i miałam poczucie winy. Teraz Jaśkowi klimat nie sprzyja. Objęłam go,a następnie złapałam za nadgarstek i pociągnęłam za sobą.
- Pobiegajmy! - pobiegnęłam z nim dalej w jakieś ustronne miejsce. Potem uciekłam przed nim, a Jaś stał i nie wiedział o co chodzi. Hmm... to tylko pozory. Gdy się do niego zbliżyłam znudzona, szybko złapał mnie w talii i zaczął kręcić. Oh, tak. Teraz było mi naprawdę ciepło. Śmiałam się, a chłopak razem ze mną.
- Puść! - krzyknęłam, ponieważ zakręciło mi się w głowię.
- Dobra. - tak też zrobił. To był zły pomysł. Nie mogłam ustać i chodziłam jak pijana. Koniec końców nadepnęłam na cieniusieńki lód. Zjechałam na dół po śniegu. Próbowałam się przy tym czegoś złapać, ale nie potrafiłam. Uderzyłam w wielką zaspę.
PERSPEKTYWA JASIA
Kiedy ujrzałem Angelikę znikającą gdzieś w śniegu szybko pobiegłem w miejsce upadku. Była tam wielka dziura. Ona musiała przez nią wpaść do tej jaskini. Tak, podziemna jaskinia. Bez dłuższego namysłu położyłem się na górce i zjechałem do niej. Było tam pięknie. Wszystko pokryte lodem,a każdy choćby mały krok odbijał się od ścian. Przez co, tworzyło się echo. Nagle usłyszałem krzyki Andzi:
- Zo st aw m nie! - mówiła bardzo nie wyraźnie. Przestraszyłem się, ze coś może się jej stać. Moment... to znaczy, ze oprócz naszej grupki jest ktoś jeszcze i to całkiem nie daleko. Schowałem się za zaspę i wyglądałem co chwilę, by być na bieżąco i wiedzieć , ze Angelika jak na razie jest cała. Gdy tajemnicza osoba podeszła dość blisko, chwyciłem ją za włosy i rzuciłem na ziemię. Dziewczyna natychmiastowo złapała się mojego ramienia. - Dziękuję... - wyszeptała. W jej głosie słychać było niepokój oraz strach. Z troską pocałowałem ją w policzek, a Andzia się zarumieniła.
- Kim jesteś? - spytałem się chłopaka, który leżał i masował swoją głowę. Samo szarpnięcie nie bolało tak, ale uderzył on lód.
- Człowiekiem.
- Nie byłbym tego taki pewien. Po co ją złapałeś?
- Bo siedzę w tej pierdolonej jaskini już półtorej roku! - wykrzyczał. Dziewczyna, aż drżała ze strachu. - Dawno nie rozmawiałem z ludźmi, a akurat spotkałem ją. Tyle, ze kiedy do niej podszedłem zaczęła uciekać.
- I dlatego trzymałeś ją jakby była jakąś rzeczą? - mówiłem spokojnym głosem, ale w środku gotowałem się z złości.
- Dobra sorry. - chłopak wstał i podał Angelice rękę na zgodę, dziewczyna tak samo wyciągnęła do niego rękę. - Nie zrobiłbym Ci krzywdy.... nie zrozumiesz mojej sytuacji.
- Jak masz na imię?
- Paweł - chłopak podrapał się po głowię.
- A jak się tu dostałeś? - spytała Andzia.
- Samolotem. - zaśmiał się, lecz po chwili posmutniał. - Leciałem z siostrą na wakacje do Hiszpanii. My też mieliśmy pojechać do tego państwa.
- My tak samo... - odpowiedziałem.
- Też jesteście rodzeństwem?
- Nie. - odpowiedziała Angelika.
- Aha, czyli jesteście parą... to by wiele wyjaśniało. - na policzkach dziewczyny pojawiły się duże czerwone rumieńce. Niestety zaprzeczyłem słowom chłopaka.
- Mówią, że te góry są przeklęte i za każdym razem, gdy samolot tędy przelatuję rozbija się. Podobno kiedyś w takim właśnie wypadku uczestniczyła Lucy Brightness. Straciła ona wtedy swoich najlepszych przyjaciół i została sama, nikt jej nie znalazł.... Teraz jej duch powoduje katastrofy lotnicze i robi wszystko, aby została jedna osoba... wtedy naprowadza pomoc w miejsce potrzebującego.
- Dalej nie rozumiem, dlaczego? - dopytywała szatynka.
- Razem z pewną dziewczyną przypadkiem spadły ze skały, która była obok przepaści. Jej koleżanka trzymała jedną reką grubą gałęź,a drugą Lucy. Dziewczyna wiedziała, ze nie utrzyma Lucy,a chciała przeżyć, więc ją puściła i wytrzymała do przyjazdu ratowników....
- I czeka, aż zostanie tylko jedna osoba. - stwierdziłem, ale mogło to zabrzmieć trochę jak pytanie.
- Tak.
- To czemu ty nadal tu jesteś?
- Ktoś przeżył.
Przepraszam za brak rozdziałów, ale no cbsbfsbfsf łaaaaaaa. Nie miałam czasu. Jednak zdobywam go tylko wtedy, gdy mam szkołę XD I już coś zaczyna się dziać! huhu! Komentujcie, wszelka krytyka mile widziana (byle nie hejty hehe). Piszcie co robię dobrze co źle! To naprawdę jest potrzebne. Musze teraz dużo czytać, by dodawać coraz lepsze rozdziały ! dgvdsfhd ENJOY !
środa, 24 lutego 2016
...
Ostatnio nie mam czasu, by pisac nowe rozdziały. I zauważyłam, że kiedy mam szkołę to jakos tak mam wiecej weny. Na następny rozdzilik trzeba bedzie trochę poczekac , niestety....
Z góry przepraszam za ortografię, ale coś mi sie za altem dzieje, hehe.
sobota, 20 lutego 2016
Rozdział 8
Wiem, że ostatnie rozdziały były troszeczkę bez naszego kochanego Jasia, ale teraz będzie inaczej! Musiałam sobie to wszystko tak poskładać, żeby potem mi się lepiej pisało. Mam nadzieję, że wcześniejsze rozdziały nie zniechęciły Cię do czytania! Pozdrawiam.
1 czerwca 2016 : 4.47
Dzień wyjazdu. Musiałam wstać o wiele wcześniej, ponieważ lot zaczyna się o 6.00. Myślałam tylko o jednym: chcę spać! Oh, nawet nie zdążyłam zasnąć. Półtorej godziny snu to nie jest wystarczająca ilość. Musiałam się śpieszyć. Na szczęście Attis mi w tym "pomagał". Przynosił on bluzki, który leżały ładnie poskładane w szafie, a następnie puszczał je poślinione do walizki. "Latałam" w tą i z powrotem, myśląc o tym czy wszystko wzięłam. Chyba tak, chyba. Czym prędzej poszłam zjeść śniadanie do kuchni i pobiegłam stanąć przy drzwiach. Byłam gotowa. Czekałam jeszcze tylko na mojego tatę, który miał mnie zawieźć na miejsce. Cała drżałam z podniecenia. W końcu spotkam youtubera, którego oglądałam jakieś 3 lata temu. Co prawda nic z tego nie pamiętam, ale fajnie powrócić sobie do dawnych czasów. Siedziałam w aucie i mieliśmy ruszać, gdy przypomniałam sobie o najważniejszym.
- Insulina!
- Co?
- Tato stój! Zapomniałam o niej.
- To leć szybko! Same z nią kłopoty.... - ojciec zaśmiał się pod nosem. Faktycznie, gdybym zapomniała o czymś tak ważnym nie byłoby najlepiej.
5.55
W ostatniej chwili zdążyłam na samolot. Weszłam do niego i szukałam wzrokiem Natalii. Nareszcie znalazłam i siadłam koło niej.
- Cześć, co tak późno? - przywitała się rozweselona Natka.
- Hej, zapomniałam insuliny.
- Ah, tak no przecież.
- Bardzo śmieszne. - przyjaciółka zachichotała.
Przez pół godziny gadałam z Natalką o tym jak będzie świetnie. Wtem poczułam chęć posłuchania muzyki, założyłam słuchawki na uszy i zamknęłam oczy. W końcu mogłam pójść spać.
7.00
Usłyszałam krzyk. Przeraźliwy głośny krzyk. Ciarki przeze mnie przeszły. To nie były głosy szczęścia na widok swojego ulubionego youtubera. To były głosy, które błagały o życie. Obudziłam się, a samolot kręcił się na wszystkie boki. Jedna dziewczyna kuląc się, a zarazem próbując się czegoś złapać przesuwała się do przodu i do tyłu, na lewo, a także na prawo. Raz zrobiła nawet fikołka. Chwilę stałam przerażona, ale po chwili wyciągnęłam do niej rękę. Po drugiej już nieudanej próbie, wychyliłam się do niej jeszcze bardziej. Złapała. Powoli ja wciągałam, lecz samolot kolejny raz, tym razem jeszcze mocniej przekręcił się gwałtownie na bok. Nie mogłam jej puścić. Gdybym to zrobiła, ona walnęłaby o ostrą rączkę siedzenia. Byłoby po niej. Niestety nie miałam tyle siły i spadłam z siedzenia razem z nią.
- Natalia!
- Angelika!
Szczęściem nie dotknęłyśmy nawet tej rączki, ale dziewczynie zaczęła lecieć krew z nosa. Zapewne dlatego, iż dużo razy walnęła głową.
- Dziękuję. - wyszeptała.
- Nie ma za co, jak masz na imię?
- Tamara.
- Trzymaj się Tamaro. - pomogłam jej wstać, by ta usiadła na fotelu. Rozejrzałam się po samolocie, gdy ujrzałam jak półka nad siedzeniami miała zaraz spaść. Dokładnie oderwała się tylko mała część, która uderzyła w tył głowy Sarę. Kolejna część półki odpadła, a następnie odbiła się od oparcia i przyczasnęła jej nogi. Jak to musiało boleć, przecież to jest okropnie ciężkie. Koleżanka wrzasnęła. Podczołgałam się do niej i z trudem zdjęłam rzeczy. Była pół przytomna. Kiedy przyjrzałam się dokładniej zobaczyłam, że kąt szafki wbił się jej w bok czoła. Strasznie krwawiła. Wyciągnęłam z kieszeni chusteczki i przytrzymałam jedną przy ranie.
- Pomocy! - krzyczałam, lecz nikt nic nie zdziałał. Darowałam im tylko, dlatego, że mogło to dla nich być ciężkie. Do moich uszu dostał się cichy jęk. Jasiek.... to był Jaś! Właśnie pomagał jakieś innej dziewczynie, ponieważ chyba złamała sobie rękę. - Wytrzymaj.... - samolot zaczął się na wszystkie strony. Trzymałam Sarę najmocniej jak umiałam. Nagle coś pękło. Coś dużego, a mianowicie skrzydło naszego transportu. Przelatywaliśmy między górami, więc trudno byłoby takie coś uniknąć. Przesunęłam koleżankę do rogu i kazałam Basi ją pilnować. W maszynie zrobiła się ogromna dziura. Tym razem chłopak wyleciał i popchnął mnie ku dziurze. Trzymałam się ostrej krawędzi. Moje palce krwawiły. Nie wytrzymałam i łzy zaczęły mi spływać po policzku. Nogi zwisały mi pomiędzy chmurami. Wyobrażasz, sobie, że wisisz 11km nad ziemią? Ja nigdy bym nie umiała.... dopóki, bym tego nie przeżyła. Kolejne dziewczynki nie utrzymały się i wypadły.... Boże co się dzieje ?
- Natalia ! - krzyknęłam płacząc.... nie mogłam powstrzymać łez. - Aaa! - z bólu puściłam jedną rękę, natomiast przyjaciółka złapała tą drugą. - Nie wytrzymam. - zauważyłam, ze powoli ciagnę Natalkę razem ze mną w dół. - Przepraszam. - puściłam drugą rękę. Przez sekundę byłam w powietrzu, lecz złapał mnie Jaś, a następnie wciągnął. Od razu się do niego przytuliłam. Uratował mi życie. Cudowny człowiek. Dalej się w niego tuliłam do póki maszyna się nie roztrzaskała. Dalej widziałam tylko ciemność.
Jak myślisz czy wszystkie osoby przeżyły?
Jeśli przeczytałeś/aś to zostaw komentarz!
Obiecuję, ze będzie teraz dużo Jasia! Musiałam jakoś to wszystko sobie poskładać
Postaram sie dodać kolejny rozdział jeszcze dzisiaj, hehe
czwartek, 18 lutego 2016
Rozdział 7
17.32
Tańczyliśmy równo w rytm muzyki. Czułam się przy nim nieswojo. Ciekawy z niego człowiek, chciałam się dowiedzieć o nim więcej. Jak na razie patrzyłam mu głęboko w oczy. Tak, jakbym wyciągała z niego jakieś informacje. Nagle jego usta przybliżyły się. Czy....czy on chce mnie pocałować?
- Angelika! - Natalia uratowałaś mnie. Przybiegłaś w samą porę. - Oj.... przeszkodziłam wam...
- Nie. - Jaś spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Pewnie myślał, ze ja też tego chcę. - Coś się stało?
- Nic, po prostu szukałam Cię... - dziewczyna dalej patrzyła na bruneta. Chyba myśli, ze wszystko zepsuła. - Ja...
- Chodź. - przytuliłam Jaśka i pociągnęłam Natkę za sobą. Musiałam pójść w jakieś ustronne miejsce. Poszłyśmy na górę do sypialni Kacpra. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy.
- Andzia nie śpij!
- Nie śpię, myślę.
- O czym?
- O moich relacjach z Janem.
- Przepraszam ja nie chciałam... - przerwałam jej tłumacząc, że uratowała mnie z tej dziwnej sytuacji. Poszłyśmy jeszcze potańczyć, a następnie większość osób zaczęła grać w butelkę. Ja z resztą też. Był to jeden z najlepszych wieczorów mojego życia. I muszę przyznać, że napiłam się jeden kieliszek wina. Tylko jeden. Oczywiście Magda miała w tą samą stronę do domu, co ja. Szkoda tylko, że się nachlała. I tak przez całą drogę wysłuchiwałam jej głupot. Najwięcej gadała o tym, że spotkała miłość jej życia. Jakże przystojnego youtubera. Phi! Ona naprawdę ma wyobraźnię. Kiedy doszłam do domu była 3.00. Nie wiedziałam, że tyle czasu minęło. Otworzyłam po cichu drzwi, lecz Attis szybko do mnie podbiegł. Strącił on ogonem wieszak, ale szybko go złapałam. Ja to mam szczęście.
Będąc już w łóżku nie mogłam zasnąć. Wierciłam się z boku na bok, aż pomyślałam, że coś obejrzę. Sięgnęłam po laptop i słuchawki, a następnie włączyłam YouTube. W polecanych filmikach miałam pewnego chłopca, który nagrywa minecraft. Tak , te czasy, kiedy to oglądałam.
Taki krótszy rozdział, ponieważ za niedługo będzie się działo. Powiedzmy, ze to taka druga część tamtego rozdziału. Po prostu nie mam czasu.
Jesli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz!
poniedziałek, 15 lutego 2016
Rozdział 6
27 maja 2016 : 15.25
Siedziałam pół godziny w gabinecie dyrektora i wyjaśniałam sprawę. Wuefista został zawieszony, a Pani K. (nauczycielka od matmy) zaproponowała nam, byśmy zgłosiły sprawę na policję. Nie stać mnie na włóczenie się po sądach, a założę się, że do tego dojdzie. Myślę, że usunięcie go z posady nauczyciela będzie wystarczające. Czekałam pod szkołą na Jaśka. Muszę sobie coś wyjaśnić, bo nie kumam. Oczywiście Natalia czekała ze mną i po chwili ciszy odezwała się.
- Jakim cudem on tu pracuje?!
- Kto?
- No on, Jan. - przewróciłam oczami. W końcu doczekałam się i owy pan raczył wyjść z tej budy.
- Posłuchaj...
- Przepraszam, ale się śpieszę. - tyle się tu nastałam, a on nie chcę nawet wysłuchać tego co chce mu powiedzieć? Nagle poczułam jak ktoś włożył mi rękę do kieszeni. Tak to był ten brunet. Odwróciłam się, by jeszcze go jakoś zatrzymać, lecz on był już za daleko.
- Andzia, nie podrywaj nauczycieli! - zaśmiała się Zośka, która przechodziła i wszystko widziała.
- Zosia!
31 maja 2016 : 16.03
- Na... Nata.... Ej!
- Ta nie, ta też nie, o ta! A jednak może nie.... - Natalia stała przy mojej szafie i szukała "idealnej" sukienki na dziś wieczór. - Spójrz! Przymierz ją! Proszę! - ona ma naprawdę dobry gust. Jest jeden problem : nie zmieszczę się w tą sukienkę!
- Natalka... ona jest za mała.
- Wciągnij brzuch.
- Piersi i dupę też mam wciągnąć i jeszcze uciąć nogi?
- Ah, w takim tempie nic nie znajdziemy. Przymierzaj. - założyłam koronkową sukienkę i obejrzałam się w lustrze. Zdecydowanie była za krótka. Ledwo zakrywała moje uda, chyba założę getry. Szkoda, bo wtedy nie będzie takiego efektu. - Eh. - Natalka powoli wypuściła powietrze ze swoich ust. - Cudownie wyglądasz!
- Mogę tak pójść na pokazówkę, ale na pewno nie będę w tym tańczyła. - zaśmiałam się.
- Dlaczego?
- Hm.... pomyślmy.... może, dlatego, że.... jest za krótka?!
- Faktycznie...- przyjaciółka jeździła po mnie wzrokiem szukając jakiegoś rozwiązania. - Schyl się!
- C-co ? Nie! - Natka patrzyła na mnie krwiożerczo. Jej naprawdę zależało na tej imprezie. Wbrew pozorom bardziej, niż mi. W końcu zrobiłam jak kazała.
- Nic nie widać. Będzie dobrze. - uśmiechnęła się do mnie. Przyszła pora na buty. Miałam miętowe (tak jak sukienka) obcasy, ale korciło mnie zrobić Natalce na złość.
- Popatrz jakie piękne trapery! - poszło lepiej, niż się spodziewałam. Dziewczyna, aż krzyknęła ze złości i trochę ze śmiechu.
17.10
Całe to spotkanie zaczynało się za dwadzieścia minut. Właśnie wychodziłyśmy z autobusu i o mało nie złamałam obcasa. Byłoby to z pewnością zabawne, ale nie dla mojej ulubionej szatynki. Po chwili spacerku byłyśmy pod domem Kacpra. Wielki dom o kolorze caffe late, prezentował się olśniewająco. Ogromny ogród i jaki piękny. Z pewnością chciałabym tu mieszkać! Jego rodzice muszą być bardzo bogaci. Ciekawe czym się zajmują, może pójdę w ich ślady. O dziwo nie było słyszeć muzyki. Pewnie za chwilę się rozkręcą. Zapukałam w drzwi, ale nikt nie otworzył. Stałam tak z 5 minut. W końcu Natalia się wnerwiła i pierdzielnęła z całej siły pięścią w drzwi. Ku mojemu zaskoczeniu ktoś nam otworzył, a mianowicie Czarek.
-Cześć, sorry nie słyszeliśmy... muzyka jest za głośno.
- Hej. - nagle zatkałam sobie uszy. Niby leciała moją ulubiona piosenka, ale muzyka była stanowczo za głośno! Kiedy przechodziłam przez korytarz zobaczyłam siebie w wielkim lustrze. Stanęłam jak wryta i przez kilka sekund patrzyłam się na siebie. Teraz mogłam zobaczyć cały outfit , wcześniej góra była punktem dominującym. I to, dlatego, ze nie mam tak dużego lustra! Normalnie bym nie wyszła tak na ulicę. Czarek, gdy zauważył, ze nie idziemy za nim zawrócił się.
- Chodź. - powiedział chłopak. Powolnym krokiem zbliżałam się, ku salonu, który był połączony z kuchnią. Przy łuku, czyli wejściu do pokoju znieruchomiałam.
- Natka. - szepnęłam jej na ucho.
- Tak?
- Wstydzę się.
- Czego?
- Nie wiedziałam, że jestem tak skromnie ubrana. - mówiłam ze złością. Przyjaciółka przewróciła oczyma i poszła tańczyć z Maćkiem. Zostawiła mnie samą. Gdzieś z oddali ujrzałam Jasia. Stał przy grupce swoich kolegów i pił drinka. Już miałam do niego podejść, gdy Kacper mnie zaczepił.
PERSPEKTYWA JAŚKA
Z wielką niechęcią popijałem swojego pierwszego drinka (na tej imprezie). Nie jestem wielbicielem alkoholu, ale czasem warto się napić. Oczywiście musiałem się zamyślić, aż tu nagle chłopacy zaczęli rozmawiać o jakieś lasce, która ubrała się bardzo "seksownie" i podobno jest z młodszych klas. Zupełnie nie wiedziałem o kim mowa, dopóki nie zobaczyłem jej. Angeliki. Tylko jest jeden haczyk. Ona ma już 18. Widziałem to jak patrzyła się w naszą stronę. Chyba chciała tu podejść. Chyba tak, ale przeszkodził jej w tym Kacper. On zawsze musi robic takie rzeczy w nieodpowiednich momentach? Hm, zaprosił ją do tańca. Nie dziwię się, teraz nie jeden facet się jej nie oprze. Chociaż mi podoba się zawsze. Piękna młoda twarz z pięknym uśmiechem. Pierwszy raz spotkałem osobę, która tak na mnie działa. Mam ochotę z nią zatańczyć, a przy tym pocałować i... Dosyć! Ktoś mi coś dosypał do tego drinka? Wstałem z krzesła i poszedłem w stronę Angeliki.
- O cześć.
- Cześć. - co chwilę poprawiała swoją sukienkę, jakby podwijała jej się do brody. W rzeczywistości była w sam raz. Przynajmniej dla nas. Chłopców. - Zatańczysz ze mną? - myślałem, że mija wieczność, aż w końcu dziewczyna mi odpowiedziała.
- Tak, z wielką chęcią. - uśmiechnęła się, a ja odwzajemniłam uśmiech. Na moje szczęście teraz leciał wolny. Jedną rękę położyłem przy talii Angeliki, a drugą schwytałem jej dłoń i przeplotłem palce wokół jej palców. Szatynka oparła swoją głowę na moim ramieniu. Przyjemne uczucie.
- Nie jesteś za młody na pracę jako nauczyciel? - spytała cichym słodkim głosem.
- Dyrektor to mój dziadek, a wuefistka zachorowała.
- Czyli nie dostajesz za to kasy? - zachichotała.
- Niestety nie. Angelika?
- Tak?
- Pięknie wyglądasz, z resztą jak zawsze. - dziewczyna podniosła głowę i wtedy zobaczyłem jej policzki. Zarumieniła się.
dam, dam, dam xd Jakoś tak chciałam napisać to "dam"
Jeśli przeczytałeś/aś to zostaw komentarz!
sobota, 13 lutego 2016
Rozdział 5
22 maja 2016 : 17.00
Leżałam na łóżku i czytałam książkę "Dary Anioła". Nie mogłam wytrzymać i spojrzałam w okno. Czy to był.....? Wstałam i podeszłam do okna. Odgarnęłam firankę i przyjrzałam się bardziej. To Jasiek! Oh, chciałabym teraz do niego pobiegnąć, ale nie mogłam. Wyszłabym na natrętną. Jest już dość późno i myślę, że wyjście z psem to dobry pretekst. Wyszłam najszybciej jak umiałam, ale Jaśka już nie było. Porozglądałam się jeszcze, lecz bezskutecznie. On już poszedł. Przeszłam się z Atisem po parku i wróciłam z powrotem. Kiedy byłam w łazience oglądałam moją twarz. W jakim to ja jestem okropnym wieku.... chyba, że tylko ja tak wolno dojrzewam. Wszystkie trądziki staram się zakryć pod gruba warstwą podkładu. W sumie kiedy ją zmywam jestem ładniejsza. Sama nie wiem czy zakrywam moje nieliczne trądziki czy samą siebie. Nie potrafię wyjść bez makijażu. Chciałabym mieć taką urodę jak Natalia.... Ona nie musi się malować. Tylko pytanie brzmi: Czy ja muszę się malować? Weszłam do wanny pełnej piany i usnęłam .....
(GODZINĘ PÓŹNIEJ)
Zaczęłam się krztusić. Moja głowa zleciała całkiem pod wodę, a ciało zakryła piana. Najwidoczniej mama położyła się spać, skoro nie zaczęła wołać czy żyję. Kurde, mogłam się utopić. Przynajmniej mam pewność, że wszystkie brudy ode mnie odleciały. Polazłam padnięta do pokoju i tam spokojnie zasnęłam.
27 maja 2016 : 6.40
W końcu jest piątek! Nie mogę doczekać się tej imprezy. Plotki o niej chodziły dwa miesiące temu, ale dopiero teraz Kacper potwierdził i zaprosił kilka osób. Nie no co ja wygaduję on zaprosił pół szkoły. Co się dziwić skoro ma duży dom, a rodzice pojadą na ten czas do jakieś cioci. Wstałam leniwie i ubrałam się w różową sukienkę. Już miałam pójść do łazienki i się pomalować, ale.... jednak nie. Dziś stawiam na naturalność. Coś czuję, że dzisiejszy dzień będzie świetny!
10.30
Tak, tak i jeszcze raz tak! Udany test i udany koniec roku szkolnego z polskiego. Piękna piąteczka. Nagle do klasy weszła Natalia. Znudzona usiadła obok mnie.
- Jak sprawdzian?
- Bardzo dobrze.
- Hehe, zobaczymy jak mi pójdzie!
- Cisza! - krzyknęła nauczycielka. - Natalka przesiądź się do ostatniej ławki!
- Porozmawiamy na przerwie! - szepnęłam szybko do przyjaciółki. Lekcja minęła błyskawicznie. Kiedy usłyszałam dzwonek od razu pobiegłam do toalety szkolnej. Tam było o wiele ciszej. Dziewczyny zawsze poprawiały sobie makijaż przed lustrem. Jakby to było jakieś Top Model wszystkie przeciskały się, by mieć lepszy widok na siebie. Podeszłam do parapetu i usiadłam na nim.
- Andzia! A ty na co czekasz? - spytała się mnie Zosia. Musiała mi przypominać, że zazwyczaj gdy tu przychodzę to m.in. robię to co one?
- Na Natalkę. - Zofia była osobą z którą można było o wszystkim pogadać tak jak z Natką. Tyle, że ona ma już swoją paczkę znajomych. Tak naprawdę była pierwszą dziewczynką, którą poznałam w podstawówce. Wtedy jeszcze dziewczynką. - O wilku mowa! - uśmiechnęłam się.
- Coś mnie o minęło? - przyjaciółka odwróciła się w moją stronę. Chyba zauważyła, że nie mam tony tapety. Jej oczy się rozszerzyły.
- Pierwszy raz nie dość, że jestem w sukience, to się nie pomalowałam. I spięłam włosy w koka!
- No właśnie. - uniosła rękę i jednym ruchem zdjęła dwie wsuwki z moich włosów. - O wiele lepiej.
- Co ty robisz!? Wiesz ile ja się namęczyłam nad tą fryzurą?
- Nigdy nie spinaj sobie włosów. - zaśmiała się. - Ale częściej noś sukienki i nigdy nie nakładaj sobie podkładu. - teraz nawet ja zaczęłam się śmiać. Przyjaciółka zawsze doradzi. Nawet jeśli Tobie jej zdanie się nie podoba, rób co ona mówi! No nie zawsze... hihi.
- Co teraz mamy?
- Chyba w-f.
- Nieee.
- Taaak.
11.20
-Dalej dziewczyny ! Ruchy, ruchy! - krzyczał do nas nauczyciel od w-fu. Wszystkie ucznnice się w nim bujały. No prawie wszystkie.
- Dostałam zadyszki. - Natalka oparła się o mnie, a ja o nią.
- Boże, pacz jaką one mają kondycję... - mówiłam zdyszana. Koleżanki z klasy biegały po całym boisku. Jedno, dwa, trzy, cztery kółka. I coraz więcej. My zaś zrobiłyśmy tylko dwa. To boisko jest ogromne! Ja wiem, ze one biegają dla niego. Dla pana Batona ( Baton to przezwisko wymyślone przez chłopaków ). Nie minął moment, a był obok nas pan B.
- Do biegu!
- Nie mogę proszę pana. - tłumaczyła Natka.
- Pewno, ze mozesz. - po tych słowach wuefista złapał dłuższą chwilę nas za tyłki. Jejku, co on wyprawia? Boisko było podzielone na dwie części, mianowicie po jednej stronie ćwiczyli chłopcy, a po drugiej my. Akurat chłopaki się wygłupiali i Maciek to zauważył. Szybko podbiegł do mężczyzny i zaczął się z nim bić. Po chwili Jasiek ich odciągnął. Moment, co tu robi Jan?
- Chwilka. - zagadał brunet. - Co to miało być?
- Co takiego? Ten chłopak mnie pobił!
- Przecież... - krzyknął Maciek.
- Spokojnie. Wszystko widzieliśmy.
- Tak?
- Tak. - powiedział zdenerwowany blondyn.
- Chłopcy, wy nic nie widzieliście, okej? Inaczej będziecie mieć kłopoty... Poza tym dziewczynki się nie sprzeciwiały, a na pewno nie Angelika. - szepnął nauczyciel. Prawda był taki, że z zaskoczenia nie odskoczyłam tak jak to zrobiła Natalka. W tym momencie Janek nie wytrzymał i walnął mężczyźnie z pięści. Z okna zobaczyło to coraz więcej nauczycieli i zaczęli się zbierać w około. Chłopak i ten zbok okładali się pięściami, a co jakiś czas dołączał do nich Maciek. Kiedy otrząsnęłyśmy się, ja złapałam Jaśka za rękę, a Natka Maćka.
- Co ty tu robisz? - spytałam go.
- Pracuję.
- To ile ty masz lat?
- 19, no za niedługo wybije mi 20. - uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam uśmiech. - A ty?
- 18. - jakie szczęście, że nie wiedział do której klasy chodzę. Nie mogę uwierzyć, że podoba mi się 20 latek. Wstyd.
Jesli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz!!
Znowu ten tytuł, hehe.
środa, 10 lutego 2016
Rozdział 4
22 maja 2016 : 15.20
-Wróciłam! - krzyknęłam wchodząc do domu. Zamknęłam ostrożnie drzwi i zdjęłam buty. Podeszłam do kanapy i od razu się na nią rzuciłam. Natalia powoli ruszyła w kierunku mojej lodówki. Kiedy wróciła zajadała się kawałkiem sałaty.
-Haha, co ty, królik? Przed chwilą jadłaś lody.
-No wiem, ale nie masz nic innego w lodówce. Jestem głodna.
-Siadaj zaraz zrobię Ci herbaty i kanapki. - wstałam niechętnie i poszłam do kuchni. Teraz już rozumiem dlaczego nie usłyszałam od mamy "OK". Ona poszła na zakupy. My praktycznie nie mamy jedzenia, a przecież mówiłam jej, że wrócę około piętnastej.
-Mam przerąbane... - powiedziałam pod nosem. Gdy weszłam do kuchni zobaczyłam mojego psa. To wielki owczarek niemiecki i z łatwością sięgnął po chleb. Następnym razem położę go wyżej, by zwierze go nie dopadło. O ile będzie następny raz. W takim razie muszę zrobić tylko herbatę i zabrać kromkę psu. Wstawiłam wodę i wróciłam do Natalii. Gdy ją ujrzałam śmiałam się okropnie. Co ona robi? Tańczy? Ćwiczy jogę? Po zobaczeniu mnie pociągłą za rękę, a do drugiej wzięła pilot od telewizora i włączyła muzykę na fula. Zaczęła przede mną tańczyć, a ja dalej płakałam ze śmiechu. W sumie nikt nas nie widzi. Poruszałam tyłkiem w przód i tył. Moje biodra kręciły czasem kółka. Nogi ruszały się we wszystkie strony. Oh, to było przezabawne! Tak, dawno nie tańczyłam. Pewnie dlatego, że nikt nie robi żadnych imprez. Chwilka.....
- Natalka?
- No? - mówiła kręcąc się dookoła.
- Pamiętasz jak 2 miesiące temu byłaś pod jarana..... co ty robisz?
- Mam na sobie sweter, wali trochę potem.... rozkładam ramiona, JESTEM SAMOLOTEM! - ostatnie słowa wykrzyczała. Teraz wiem, że udawała "samolot". Jej poważnie odbija. I to w niej lubię. Szaleństwo. Kiedy "przelatywała" obok kanapy popchnęłam ją. Upadała tak wolno i lekko. Jakby nic nie ważyła.
-Spokój. - uśmiechnęłam się i siadłam obok niej.
-Z tej imprezy to i tak nici.
-Czemu? - spytałam smutna.
-Bo to jest we wtorek, a my wyjeżdżamy w środę! - Natalka uniosła ręce i położyła się na plecach.
-Jeszcze nie wiadomo czy pojadę...
-Jaki wyjazd? - krzyknęła moja mama, która właśnie wchodziła z torbą zakupów do domu. Szybko podbiegłam do niej i pomogłam wnieść jedzenie. Położyłam je na blacie i zaczęłam grzebać za jakimiś słodyczami. Po chwili znalazłam tabliczkę czekolady. Oczywiście matka wyrwała mi ją z rąk i wsadziła do lodówki. Miałam taką ochotę na słodkie. Przynajmniej nie będę gruba, chociaż jak dalej będę się obżerała tymi lodami to nie wiem jak to się skończy. Nagle woda zaczęła gwizdać, a ja odskoczyłam na bok. Niestety potrąciłam przy tym Natalię, która złapała za rączkę czajnika. Szczęście, że nie był otwarty. Zrobiłam nam wszystkim herbatę i poszłam z nią do dużego pokoju. Cały czas się modliłam by jej nie wylać. Mama usiadła na fotelu i wzięła kubek.
-A więc o co chodzi?
-Czy Angelika mogłaby pojechać ze mną na takie...... kolonie z youtuberami?
-Dziecko.....
-Mój ojciec wszystko załatwi, nie zapłaci pani, ani grosza! - przyjaciółka wyrwała się. Widać było w jej oczach jak bardzo to dla niej ważne.
-Tu nie chodzi o pieniądze. - mówiła zaniepokojona. -Założę się, że to gdzieś daleko.
-Hiszpania. - odpowiedziałam. Piwnoocza spuściła głowę.
-Jejku....... - wzdychnęła. Co jeśli powie "nie"? Uszanuję jej zdanie, ale..... chciałam spędzić trochę czasu z Natką. Zwłaszcza, iż nie musiałabym chodzić do szkoły. Opowiedziałyśmy jej wszystko szczegółowo i dalej czekałyśmy na odpowiedź. Ta chwila trwałą wieczność. Nie tak to miało wyglądać! Nie miałam wymuszać tego na mamie! Tak czy siak, łza spłynęła mi po policzku. Kiedy ona to zobaczyła nie mogła odpowiedzieć inaczej. - Zgadzam się. - wcale nie byłam szczęśliwa. Natomiast Natalka pisnęła z radości po czym mnie przytuliła. Nie dając po sobie poznać uśmiechnęłam się.
-I jeszcze jedno proszę pani. - Natka mówiła dalej się przytulając. - Czy Angelika mogłaby pójść na imprezę?
-Nie masz ust Angelika?
-Eeee mogłabym?
-Tak kochanie. - pobiegłam do matki i ją przytuliłam. Jak ja ją kocham.
Jesli przeczytałeś/aś to zostaw komentarz!
poniedziałek, 8 lutego 2016
Rozdział 3
22 maja 2016 : 11.00
Czasem czuję niepotrzebna. Bezużyteczna. Odkąd Natalia chodzi z Maćkiem jestem w jeszcze większym dołku. To moja przyjaciółka i powinnam się cieszyć, ale nie potrafię. Niby mam dużo znajomych, ale czuje się samotna. Pewnie, dlatego często przekraczam granice bezpieczeństwa. Czuję się szczęśliwa, gdy czuję adrenalinę. Skok ze spadochronu, skok na bungee, to i wiele innych sprawiało, że byłam naprawdę szczęśliwa. Oh, nie mogę tak myśleć o związku Natalki. To, że sama nigdy nie miałam chłopaka nie znaczy, iż muszę być obrażona na cały świat. Ja po prostu mam taki charakter. Przynajmniej potrafię przy tych wszystkich rzeczach znaleźć czas na naukę. Co dziwniejsze, niektóre zadania z przedmiotów ścisłych mnie rozluźniają. Dzisiaj jest weekend, a ja zamiast chodzić z Natalią po parku siedzę w domu. Pewnie, dlatego, że ona spędza ten dzień ze swoim chłoptasiem. I jak mam być wesoła? Maciek to, Maciek tam to. Nasze rozmowy toczą się w okół niego! A ja jak głupia tego słucham. Wiem! Zadzwonię do niej. Jeśli z nim jest to nie odbierze.
Wyciągam rękę po telefon i nagle słyszę jakże głośny dzwonek. W jednej chwili spadam z łóżka.
Patrzę i..... Natalka! Mogłabym się teraz odgryźć, ale zemsta jest dla słabych. Zwłaszcza, że ona nie robi tego umyślnie. Koniec z końców odebrałam.
- Halo? - zaczęłam rozmowę.
- Spotkajmy się w parku pod wielkim dębem o 13.00! - usłyszałam głos po drugiej stronie słuchawki. Natalia mówiła tak szybko, że ledwo zrozumiałam. Po tej krótkiej informacji rozłączyła się. Skąd wie, że przyjdę? Może nie mam czasu albo rodzice mi nie pozwolą. Fakt, rodzice zazwyczaj pytają się - gdzie idę i kiedy wrócę. To im starcza. Ufają mi bezgranicznie. Nigdy nie zrobiłam czegoś, dzięki czemu stracili by moje zaufanie. Dobra... 3 razy zdarzyło mi się wagarować, ale nic więcej. Podeszłam szybkim krokiem do szafy i wywalałam ubrania na łóżko. W końcu znalazłam coś na dziś dzień. Mianowicie jeansy; w których muszę przyznać moje zgrabne i szczupłe nogi wyglądały jeszcze lepiej, oraz koszulę w kratkę - czerwono-czarną. Zeszłam na dół do przedpokoju i przykucnęłam by zawiązać moje, jakże czarne koturny.
- Angelika...!
- Do parku, postaram się wrócić o 15.00. - przerwałam mojej mamie w pół zdania. Pamiętam czasy kiedy miałam 8 lat. Uwielbiałam spędzać z nią czas. Zazwyczaj czytałam jej książki i kaleczyłam język. Zawsze miałam z tego satysfakcję, iż potrafię sprawić by moja mama zasnęła przy czytaniu, tak jak ja to robiłam, kiedy ona opowiadała mi różne bajki. W rzeczywistości zanudzałam ją na śmierć. Zanim się obejrzałam byłam na miejscu. Wiedziałam.... Nawet nie przyszła. Najwidoczniej przyszłam tu nadaremno. Już się zamachnęłam, by kopnąć drzewo.
- Cześć. - powiedziała zawstydzona Natalia.
- Yhym.
- Przepraszam.
- Yyyyhym.
- Przestaniesz?
- Yhy.
-Dobra, nie chciałam, żeby to wszystko tak wyszło, ja....
- Ja też Cię przepraszam - urwałam.
- Ale za co? - zdziwiła się przyjaciółka. Jak miałam jej powiedzieć, że nienawidziłam ją za to, że ma chłopaka? Że byłam zazdrosna? Od początku chciałam, by Natka i Maciek się spiknęli. Mówić prawdę jak zawsze czy skłamać? W tym przypadku bardziej podoba mi się ta druga opcja. I tak chyba nie mam wyboru. Gdybym powiedziała to co się dzieję naprawdę Natalka mogła by tego nie wytrzymać. Te kłamstwo nie wyjdzie na jaw, ponieważ tylko ja o tym wiem. To co się dzieje w mojej głowie nie wyjdzie poza nią. Nie lubię kłamać, a zwłaszcza jej. Zrobiłam to już kiedyś, gdy spotkałyśmy na ulicy kota. Mały zwinięty w kłębek kociak. Bezbronny. Oh jak ona chciała go ze sobą zabrać. Był cały przemoknięty i zmarznięty. Zgodziłam się i zabrałyśmy go do domu. Moi rodzice zaś zawieźli do weterynarza. Mogłam powiedzieć, że kot ma się dobrze, ale wtedy ona prosiła by swoich rodziców o to czy zwierzak nie mógł by u nich zostać. Ba! Ona by ich błagała na kolanach i płakała. Rzecz w tym, że nie miał by kto się zajmować tym kociaczkiem. Podeszłam do niej, przytuliłam i okłamałam ją. Powiedziałam, że zmarł. Oh, co ja najlepszego zrobiłam! Po co ją przeprosiłam? Przynajmniej czułam ulgę. Tak, kamień spadł mi z serca.
- Myślałam, że Cię czymś uraziłam... nie dzwoniłaś, ani nic. - dziewczyna zaśmiała się.
- Oj głuptasie, przykro mi, że miałam dla Ciebie mało czasu, ale robiłam wszystko, aby zasłużyć sobie na wyjazd! - a więc o to chodziło? Chłopak wcale nie był ważniejszy ode mnie? Jezu, jak ja się cieszę!
- Aha, aż dwa tygodnie?- udawałam, że nie jestem szczęśliwa. Mimo to nie powstrzymałam się i moja lewa warga podniosła się. Byle bym się nie uśmiechnęła. - Chwila, jaki wyjazd?
- Przecież Ci mówiłam! Ty też jedziesz, no nie?
- Nie pytałam się.
- Angelika!
- Dobra, jak wrócę do domu to się zapytam.
- Mam taką nadzieje. - Natka potrząsnęła głową. Zebrała mi się ochota na lody. Czym prędzej pobiegłyśmy do budki z lodami. Wtem komórka przyjaciółki zaczęła dzwonić. Natalia poszła, by odebrać telefon. Musiała porozmawiać z mamą. Eh, zostawiła mnie samą. Przecież miała mnie pilnować. Teraz pewnie zamówię sobie cały puchar lodów! Wyjęłam z kieszeni spodni portfel, aby zacząć szukać drobniaków. Niestety po otwarciu portfela wyleciała mi z niego góra pieniędzy. Wszędzie leżały złote i srebrne monety. Jedno, dwu i pięciozłotówki. Niech mnie szlag! Oczywiście koleś, który stał przede mną zaczął się śmiać. Debil....Schyliłam się zebrać należne do mnie pieniądze.
- Zostaw! - powiedziałam do chłopaka, który wziął parę monet.
- Sama tego raczej nie zbierzesz. - mówiąc wziął ich do ręki jeszcze kilka i oddał mi.
- Dzięki. - rzuciłam nieśmiało. Wstaliśmy i dopiero teraz zauważyłam, że to ten..... Jaś? Chyba tak mu było. Lekko opadła mi szczęka. Po chwili sprzedawca krzyknął do nas czy kupujemy. Janek przepuścił mnie w kolejce. Miło z jego strony. Kupiłam lody i szłam do Natki, gdy brunet mnie zaczepił.
- Wtedy, kiedy się spotkaliśmy nie dokończyłaś. Jak masz na imię? - mówił zupełnie roztrzepany.
- Zgadnij. - chciałam się z nim trochę podroczyć za to, że mnie wtedy tak wystraszył.
- Ania? - pokręciłam głową na "nie". - Anita? - znowu nie trafił. - Alicja?
- Chyba pierwsze literki mojego imienia to AN. - zaśmiałam się.
- An... gelika?
- Brawo! Dostajesz medal za rozstrzygnięcie tajemnicy zielonego wzgórza! - Jan uśmiechnął się do mnie co odwzajemniłam. Nagle usłyszałam wołanie przyjaciółki. - Pa!
- Ale.. Zaczekaj! - nie zwracałam już na niego uwagi, tylko szłam do dziewczyny. Za chwilę usłyszałam cichy pisk. Spojrzałam za siebie, a tam dwie chyba koleżanki robią sobie zdjęcie z Jankiem. Zdziwiłam się, nie powiem. Kiedy podeszłam do Natalii dostałam od niej z liścia. Oczywiście jej oddałam. I wydaję mi się, że z dwojoną siłą, ponieważ mocno chwyciła się za policzek.
- Ej...
- Ty zaczęłaś.
- A, bo, e, ty, aaaa!
- Co ?
- To był....... bosz kobieto czy ty jesteś głupia czy tylko udajesz?
- Jestem głupia. Kto to jest?
- Nieważne. - kolejny raz nie dowiedziałam się kim jest owy chłopak. Razem zajadając się lodami poszłyśmy do mnie do domu.
Jeśli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz!
czwartek, 4 lutego 2016
Rozdział 2
18 maja 2016 : 13.15
Minęły już trzy lekcję. Raczej nie dam rady wytrzymać jeszcze pięciu, a teraz jest przerwa. Młodzież biegała w tą i wewte. Zwłaszcza chłopcy, a akurat Ola (która zazwyczaj musiała się zagapić) goniła kolegów, ponieważ uwielbiali jej zabierać raz to telefon, a raz butelkę wody. Ola miała włosy bardzo jasne, taki blond przy białym. Ogólnie jej włosy były bardzo długie, sięgały, aż za jej tyłek. I oczywiście nigdy ich nie spinała, z resztą tak jak ja. Co innego Natalia, która uwielbiała chodzić w dwóch warkoczach. Czasami zadziwiały mnie oczy Olki, które były bardzo kocie, ta zieleń była taka nienaturalna. Zazdrościłam jej urody. Każdy chłopak ją adorował, albo dokuczał ( w formie podrywu ). Nie dziwię się, bo miała prześliczny uśmiech i takie różowe policzki. Na przerwach zawsze rozglądam się po korytarzu słuchając muzyki. Nie umiem żyć bez tych skocznych, a czasem tych bardziej smutnych melodii. Po chwili Natalia zaczęła mnie tyrpać łokciem. Zdjęłam jedną słuchawkę z ucha.
- Znowu odleciałaś.
- No...... prawie.
- Znowu gapisz się na Olę, zazdrosna czy co? - mówiąc patrzyłyśmy sie na ścianę przed nami.
- Eh.... popatrz na jej włosy. - wzdychnęłam, a przyjaciółka zaczęła się śmiać.
- No są żółte jak jajecznica, i co? - rozbawiła mnie i zachichotałam. - A ty jesteś szatynką i też masz piękne włosy, z resztą tak jak ja. - Natka zaczęła gestykulować jak Oliwia (której nie cierpimy) i zmieniła ton. Nie sądzę, że moje włosy są "piękne". Ostatnio spodobało mi się cieniowanie, dlatego te kłaki są różnej długości.
Nagle zauważyłyśmy, iż chłopaki małą pięcioosobową grupką idą na dół. Zdziwiło nas to. Oni nigdy tam nie schodzili na przerwie. Wstałam i poszłam za nimi niezauważona.
- Ej! - krzyknęła Natalia. Przyłożyłam jeden palec do ust, a wtedy Natalia postanowiła pójść za mną.
Maciek, Adam i trzy inne osoby zmieniali buty. Prawdopodobnie chcieli zwiać z szkoły. Schodziłam cicho po schodach, ale z kieszeni wyleciała mi komórka. Poturlała się na koniec schodków. Niech to szlag!
- Andzia? Natalia? - spytał się Maciek, który chyba nas już dawno zauważył.
- Pewnie. - kopnęłam przyjaciółkę w kostkę. Po jakiego grzyba się odzywała. Fajnie było by ich nastraszyć, że nauczycielka idzie
- Jazda na górę! - powiedział jeden ze starszych.
- Dobra, one nic nie powiedzą. - uspokoił ich Maciek. - Chcecie iść z nami?
- Tak! - palnęłam bez namysłu.
- Angelika, ale.....
~~~~~~~~~~~~~~~
13.25
Byliśmy jeszcze w szkole, ale już mieliśmy wychodzić.
-Natalia.
-Tak?
-Nasze torby.
-Te torby? - wskazała na moją torebkę oraz na swój plecak. Trzymał je Adam.
- Co ja bym bez was.....
-Kto tam jest!? - usłyszeliśmy krzyk nauczyciela. Ze strachu wylecieliśmy przez drzwi jak torpeda. Chłopcy biegli przodem i nas prowadzili. W pewnej chwili Maciek złapał moją przyjaciółkę za ręke. Mimo, że było to urocze, dalej byłam zazdrosna. Wbiegliśmy na parking i ukryliśmy się za samochodami. Dorośli dalej mogli nas zobaczyć przez okno szkoły. Kucnęłam, ale po chwili w tej samej pozycji zaczęłam przemieszczać się pomiędzy autami. W końcu udało mi się przedostać na drugą stronę. Ich miny były bezcenne.
- A wy nie powinniście być w szkole? - usłyszałam całkiem przyjazny głos za sobą.
- C-co? - odwróciłam się gwałtownie. Teraz przede mną stał chłopak o czekoladowych i pięknych oczach. Brunet, dość wysoki. Przyznam, że przez ten cały stres byłam trochę zdenerwowana. - Kim ty do cholery jesteś?
- Powiadają mi Jaś. - bosz, jaki z niego żartowniś. - A ty? - już miałam odpowiedzieć, "a co Cię to obchodzi", ale chłopak był naprawdę przystojny i miły.
- An...
- Chodź idziemy. - powiedział do mnie Adam. Postanowiliśmy pobiec w stronę garaży. Chłopaki mają tam coś w stylu "bazy". Przeszliśmy wąską ścieżką. Trochę się bałam, bo nie raz widziałam tu dużego bezpańskiego psa. Co chwilę przejeżdżał tutaj samochód. Poszliśmy za jeden z garaży, a następnie siadłam na kawałku betonu. Maciek i Adam rozpalili ognisko. Nie pomyśleliśmy wtedy, że mógł ktos zadzwonić na straż pożarną. Chociaż to mało prawdobne, ponieważ ludzie mają to miejsce gdzieś. Czułam się nieswojo przy chłopakach ze starszych klas. Dowidziałam się jak mają na imię. Emil, Wojtek oraz Czarek.
- Angelika, rano pytałam się Ciebie o wyjazd, a kolejno spotkałaś samego....
- A właśnie. - zaczął Adam. - Nie powinnaś rozmawiać z obcymi, gdy robimy sobie mały wypadzik.
- Oj, błagam Cię, nie wyglądał na ucznia z naszej szkoły. Raczej już dawno jest po maturze.
- Haha, on? - podeszłam do Adama i kopnęłam go. - Żartowałem. - na jego twarzy pojawiły się rumieńce.
- Natalia, kogo to ja TAKIEGO spotkałam ?
- Eee, nie ważne, Zacznij oglądać YouTube
- Taa, chciałabym, ale muszę się uczyć. Czasem trzeba z czegoś zrezygnować.
PERSPEKTYWA NATALII
Zupełnie nie rozumiem Angeliki. Czy ona naprawdę nie pamięta, że jeszcze 5 lat temu go oglądała?
Postanowiłam jej tym nie zadręczać. Adam kazał mi i Maćkowi pójść po patyki do ogniska. Rozumiem, że oni wszyscy chcą doprowadzić do tego, by Maciek był ze mną. Lubie go, ale po ostatnim związku boję się. Pamiętam tą 1 klasę gimnazjum, wtedy po raz pierwszy byłam w związku. Może nie był on poważny, ale dalej mam traumę. Jak tak można było mnie zdradzić z dziewczyną z podstawówki! Widzę starania tego chłopaka, ale on chyba ma jakieś hamulce. Może..... może to ja powinnam zrobić ten pierwszy krok? Kiedy chłopak był odwrócony przytuliłam się do niego od tyłu. Ten odepchnął mnie. Zaskoczona jego reakcją popłakałam się. Nie chciałam, ale to wyszło samo z siebie.
- Myślałam, że mnie kochasz! - Maciek zrobił wielkie oczy. Chyba dopiero teraz dotarło do niego co zrobił.
- A kiedykolwiek powiedziałem, że nie? - podszedł do mnie i próbował mnie objąć, lecz ja się wierciłam. W końcu przytrzymał mi ręce i pocałował.
PERSPEKTYWA ANGELIKI
Natalia i Maciek długo nie wracali. Postanowiłam pójść do nich. Zobaczyłam zapłakaną Natalię.Natychmiast do niej podbiegłam.
- Natalia! Co się stało!? - pytałam się pełna troski. Ta szepnęła mi coś do ucha. Powiedziała to za cicho, ale kiedy tylko przytuliła się do Maćka zrozumiałam co chciała mi przekazać. "Mówiłaś, że miłość nie istnieje"
Dobra do akcji powoli wkracza .... no właśnie kto? hehe, no wiadomo wiadomo.Myślałam, że akcja będzie rozwijała się jeszcze wolniej, ale jest szybciej niż przypuszczałam. Jeśli przeczytałaś/eś zostaw komentarz!
Minęły już trzy lekcję. Raczej nie dam rady wytrzymać jeszcze pięciu, a teraz jest przerwa. Młodzież biegała w tą i wewte. Zwłaszcza chłopcy, a akurat Ola (która zazwyczaj musiała się zagapić) goniła kolegów, ponieważ uwielbiali jej zabierać raz to telefon, a raz butelkę wody. Ola miała włosy bardzo jasne, taki blond przy białym. Ogólnie jej włosy były bardzo długie, sięgały, aż za jej tyłek. I oczywiście nigdy ich nie spinała, z resztą tak jak ja. Co innego Natalia, która uwielbiała chodzić w dwóch warkoczach. Czasami zadziwiały mnie oczy Olki, które były bardzo kocie, ta zieleń była taka nienaturalna. Zazdrościłam jej urody. Każdy chłopak ją adorował, albo dokuczał ( w formie podrywu ). Nie dziwię się, bo miała prześliczny uśmiech i takie różowe policzki. Na przerwach zawsze rozglądam się po korytarzu słuchając muzyki. Nie umiem żyć bez tych skocznych, a czasem tych bardziej smutnych melodii. Po chwili Natalia zaczęła mnie tyrpać łokciem. Zdjęłam jedną słuchawkę z ucha.
- Znowu odleciałaś.
- No...... prawie.
- Znowu gapisz się na Olę, zazdrosna czy co? - mówiąc patrzyłyśmy sie na ścianę przed nami.
- Eh.... popatrz na jej włosy. - wzdychnęłam, a przyjaciółka zaczęła się śmiać.
- No są żółte jak jajecznica, i co? - rozbawiła mnie i zachichotałam. - A ty jesteś szatynką i też masz piękne włosy, z resztą tak jak ja. - Natka zaczęła gestykulować jak Oliwia (której nie cierpimy) i zmieniła ton. Nie sądzę, że moje włosy są "piękne". Ostatnio spodobało mi się cieniowanie, dlatego te kłaki są różnej długości.
Nagle zauważyłyśmy, iż chłopaki małą pięcioosobową grupką idą na dół. Zdziwiło nas to. Oni nigdy tam nie schodzili na przerwie. Wstałam i poszłam za nimi niezauważona.
- Ej! - krzyknęła Natalia. Przyłożyłam jeden palec do ust, a wtedy Natalia postanowiła pójść za mną.
Maciek, Adam i trzy inne osoby zmieniali buty. Prawdopodobnie chcieli zwiać z szkoły. Schodziłam cicho po schodach, ale z kieszeni wyleciała mi komórka. Poturlała się na koniec schodków. Niech to szlag!
- Andzia? Natalia? - spytał się Maciek, który chyba nas już dawno zauważył.
- Pewnie. - kopnęłam przyjaciółkę w kostkę. Po jakiego grzyba się odzywała. Fajnie było by ich nastraszyć, że nauczycielka idzie
- Jazda na górę! - powiedział jeden ze starszych.
- Dobra, one nic nie powiedzą. - uspokoił ich Maciek. - Chcecie iść z nami?
- Tak! - palnęłam bez namysłu.
- Angelika, ale.....
~~~~~~~~~~~~~~~
13.25
Byliśmy jeszcze w szkole, ale już mieliśmy wychodzić.
-Natalia.
-Tak?
-Nasze torby.
-Te torby? - wskazała na moją torebkę oraz na swój plecak. Trzymał je Adam.
- Co ja bym bez was.....
-Kto tam jest!? - usłyszeliśmy krzyk nauczyciela. Ze strachu wylecieliśmy przez drzwi jak torpeda. Chłopcy biegli przodem i nas prowadzili. W pewnej chwili Maciek złapał moją przyjaciółkę za ręke. Mimo, że było to urocze, dalej byłam zazdrosna. Wbiegliśmy na parking i ukryliśmy się za samochodami. Dorośli dalej mogli nas zobaczyć przez okno szkoły. Kucnęłam, ale po chwili w tej samej pozycji zaczęłam przemieszczać się pomiędzy autami. W końcu udało mi się przedostać na drugą stronę. Ich miny były bezcenne.
- A wy nie powinniście być w szkole? - usłyszałam całkiem przyjazny głos za sobą.
- C-co? - odwróciłam się gwałtownie. Teraz przede mną stał chłopak o czekoladowych i pięknych oczach. Brunet, dość wysoki. Przyznam, że przez ten cały stres byłam trochę zdenerwowana. - Kim ty do cholery jesteś?
- Powiadają mi Jaś. - bosz, jaki z niego żartowniś. - A ty? - już miałam odpowiedzieć, "a co Cię to obchodzi", ale chłopak był naprawdę przystojny i miły.
- An...
- Chodź idziemy. - powiedział do mnie Adam. Postanowiliśmy pobiec w stronę garaży. Chłopaki mają tam coś w stylu "bazy". Przeszliśmy wąską ścieżką. Trochę się bałam, bo nie raz widziałam tu dużego bezpańskiego psa. Co chwilę przejeżdżał tutaj samochód. Poszliśmy za jeden z garaży, a następnie siadłam na kawałku betonu. Maciek i Adam rozpalili ognisko. Nie pomyśleliśmy wtedy, że mógł ktos zadzwonić na straż pożarną. Chociaż to mało prawdobne, ponieważ ludzie mają to miejsce gdzieś. Czułam się nieswojo przy chłopakach ze starszych klas. Dowidziałam się jak mają na imię. Emil, Wojtek oraz Czarek.
- Angelika, rano pytałam się Ciebie o wyjazd, a kolejno spotkałaś samego....
- A właśnie. - zaczął Adam. - Nie powinnaś rozmawiać z obcymi, gdy robimy sobie mały wypadzik.
- Oj, błagam Cię, nie wyglądał na ucznia z naszej szkoły. Raczej już dawno jest po maturze.
- Haha, on? - podeszłam do Adama i kopnęłam go. - Żartowałem. - na jego twarzy pojawiły się rumieńce.
- Natalia, kogo to ja TAKIEGO spotkałam ?
- Eee, nie ważne, Zacznij oglądać YouTube
- Taa, chciałabym, ale muszę się uczyć. Czasem trzeba z czegoś zrezygnować.
PERSPEKTYWA NATALII
Zupełnie nie rozumiem Angeliki. Czy ona naprawdę nie pamięta, że jeszcze 5 lat temu go oglądała?
Postanowiłam jej tym nie zadręczać. Adam kazał mi i Maćkowi pójść po patyki do ogniska. Rozumiem, że oni wszyscy chcą doprowadzić do tego, by Maciek był ze mną. Lubie go, ale po ostatnim związku boję się. Pamiętam tą 1 klasę gimnazjum, wtedy po raz pierwszy byłam w związku. Może nie był on poważny, ale dalej mam traumę. Jak tak można było mnie zdradzić z dziewczyną z podstawówki! Widzę starania tego chłopaka, ale on chyba ma jakieś hamulce. Może..... może to ja powinnam zrobić ten pierwszy krok? Kiedy chłopak był odwrócony przytuliłam się do niego od tyłu. Ten odepchnął mnie. Zaskoczona jego reakcją popłakałam się. Nie chciałam, ale to wyszło samo z siebie.
- Myślałam, że mnie kochasz! - Maciek zrobił wielkie oczy. Chyba dopiero teraz dotarło do niego co zrobił.
- A kiedykolwiek powiedziałem, że nie? - podszedł do mnie i próbował mnie objąć, lecz ja się wierciłam. W końcu przytrzymał mi ręce i pocałował.
PERSPEKTYWA ANGELIKI
Natalia i Maciek długo nie wracali. Postanowiłam pójść do nich. Zobaczyłam zapłakaną Natalię.Natychmiast do niej podbiegłam.
- Natalia! Co się stało!? - pytałam się pełna troski. Ta szepnęła mi coś do ucha. Powiedziała to za cicho, ale kiedy tylko przytuliła się do Maćka zrozumiałam co chciała mi przekazać. "Mówiłaś, że miłość nie istnieje"
Dobra do akcji powoli wkracza .... no właśnie kto? hehe, no wiadomo wiadomo.Myślałam, że akcja będzie rozwijała się jeszcze wolniej, ale jest szybciej niż przypuszczałam. Jeśli przeczytałaś/eś zostaw komentarz!
wtorek, 2 lutego 2016
Rozdział 1
18 maj 2016 : 9.00
Aaaaaaaaa! - krzyczałam będąc do góry nogami. Byłam w niebie.... i to dosłownie. Oglądałam raz chmury, które miały przeróżne kształty. Widziałam w nich twarze albo zwierzęta, wszystkie były takie puszyste i białe. Chciałabym kiedyś dotknąć tego puchu. Niestety to niemożliwe, ponieważ nie potrafię latać, a chmury by się rozpłynęły. Kiedy leciałam w dół mogłam zobaczyć ludzi, którzy śmieją się z naszego pisku,a także, którzy czekają w kolejce. Zamknęłam oczy i wyobrażałam sobie, że mam skrzydła dzięki, którym mogę unieść się wysoko w obłoki. Mogłabym unieść się tak wysoko, że zwiedzałabym galaktykę. Tak! Zamieszkałabym na Marsie i zaprzyjaźniła z ufoludkami. Ciekawie byłoby mieć zielonego przyjaciela. Dowiedziałabym się czy mają tam nowoczesną technologię, a może żyją jak w czasach z średniowiecza. Zabawni byliby kosmici w metalowej zbroi walczący srebrnym mieczem. Odkryłabym nieznane dotąd planety i zostałabym sławna, niczym Michael Jackson. O wiem! Będę galaktyczną piosenkarką śpiewającą na Marsie w chórze z kosmitami! Nagle wszystko ustało.
- Podobało Ci się?! - spytała z entuzjazmem Natalia.
- Tak! Bardzo! - własnie po raz pierwszy w życiu byłam na kamikadze. Z początku bardzo się bałam. W końcu bycie do góry nogami wysoko nad ziemią jest straszne. Musiałam się jakoś rozluźnić. Postanowiłam, że pójdziemy na samochodziki. Uwielbiałam ścigać się na parkiecie i zderzać z innymi. Poszłyśmy, więc do kasy po bilety, a następnie w wspomniane miejsce. Wsiadłam do samochodziku, był on cały biały oprócz boków, które miały różowy kolor. Zanim zaczęłyśmy je używać Natalia stała 7 minut patrząc się na autko. Po chwili wybrała te jedyne. Na początku jeździłyśmy bardzo wolno. Nie trwało to długo, bo dołączył do nas chłopiec. W wieku około 7 lat.
Kiedy dorwał się do maszyny od razu zaczął wjeżdżać w nasz boki. Siedzenie było twarde, dlatego to bolało. W chwili nie uwagi chłopca uderzyłam go od tyłu. Może walnęłam za mocno, bo chłopak, aż podskoczył. Goniliśmy się po całym parkiecie, aż skończył nam się czas.
- Po co się drażniłaś z tym dzieckiem? - śmiała się ze mnie przyjaciółka. Otworzyła bramę i wyszła, a następnie spojrzała mi w oczy.
- Sama jestem dzieckiem. - mówiłam zawstydzona.
- Dzieckiem? Błagam Cię, masz 17 lat.- Natalia śmiała się dalej.
- Jeszcze 16. Urodziny mam za 5 miesięcy.
- Za 4 miesiące. - dziewczyna przymrużyła oczy, ale śmiała się dalej.
- Za 4 miesiące i 2 tygodnie.
- Ah, aleś ty dokładna. - Natalia wzięła mnie za rękę i pobiegła ze mną do budki z lodami. Zamówiłam lody śmietankowe, a przyjaciółka truskawkowe. Wyszłyśmy z wesołego miasteczka i polazłyśmy do parku. Wyjęłam z mojej torebki mały kocyk, a kolejno usiadłyśmy sobie na nim. Zjadałyśmy lody powoli, by nie rozbolała nas głowa, ponieważ lody są strasznie zimne. Odwróciłam się na chwilę, by zabrać z torby telefon.
- A, haha, Andzia.
- Co? - powiedziałam niczego nie świadoma. Odblokowałam ekran i zerknęłam na godzinę. Było jeszcze wcześnie.
- No, po-popatrz. - po chwili poczułam jak Natalia kręci się na wszystkie strony. Kiedy spojrzałam przez ramię ujrzałam psa. Wielkiego golden retrivera. Najwidoczniej zależało mu na tej pyszności, którą sobie kupiłyśmy. Jakoż, iż sama mam psa zostało mi trochę kosteczek. Rzuciłam jedną psu, a ten w ramach podziękowania polizał mnie po uchu. Miał szorstki język. Czułam, jakby po moim uchu przeleciała delikatnie jarzębina zamoczona w wodzie. Hm, w sumie jarzębina jest za wielka w stosunku do małych kuleczek na jęzorze psiaka. Efekt był i tak taki sam. Nie raz, kiedy była jesień i padał deszcz dostałam taką jarzębiną od chłopców.
- Dobra. - mówiąc wstałam i otrzepałam się z sierści psa. - Musimy iść do szkoły. Jest 9.00, a mamy na 10.00, zanim dojdziemy....
- Trochę minie. - dokończyła dziewczyna za mnie.
- Właśnie.
~~~~~~~~~
9.55
- Zaraz zaczną się lekcje, szybciej dziewczyny! - krzyczał do nas z okna Maciek. Pobiegłyśmy na górę nie zmieniając butów.
- Jesteśmy. - powiedziała zdyszana Natalia.
- Musisz poprawić sobie kondycję. - Maciek uśmiechnął się do mojej przyjaciółki. To jak się na nią patrzył i jak mówił było naprawdę uroczę. Na mnie nigdy nikt się tak nie patrzył. Mogłam tylko pozazdrościć... Wkurzałam się czasami strasznie, ponieważ Natka nigdy nie zauważała jego starań, a może nie chciała ich widzieć? Chłopak był bardzo przystojny. Blond włosy oraz niebieskie oczy. Zazwyczaj nosił koszule, tylko czasem zdarzało się, że miał normalną bluzkę. Zadzwonił dzwonek i wszyscy siedli na swoje miejsca. Pierwszą mieliśmy matmę. Uwielbiam przedmioty ścisłe i kminienie jak rozwiązać dane zadanie. Przez całą lekcję przyjaciółka pisała liściki z blondynem. Czekałam całe 45 minut, aż podejdę do tablicy. Gdy pani mnie poprosiła zadzwonił dzwonek. Poszłam na dół do sklepiku szkolnego. Wszystkie dziewczyny rozmawiały o jakimś wyjeździe i o tym jak bardzo by chciały pojechać, ale jest to w roku szkolnym. Kiedy byłam na górze Natalia siedziała na telefonie. Przeszłam obok niej obojetnie, a następnie usiadłam koło przyjaciółki. Po chwili Natalia się rozbudziła.
- O Angelika, Angelika, Angelika! - przyjaciółka krzyczała do mnie i gapiła się na komórkę.
- Spokojnie! - zaśmiałam się i zabrałam jej urządzenie.
- Ej..... Masz czas tak gdzieś w czerwcu? - mówiła podekscytowana.
- Ale on jest za dwa tygodnie. - mówiłam z usmiechem na ustach.
- Cudownie!
- Nie powiedziałam, że tak. - Natka uścisnęła mnie mocno.
- Ale nie powiedziałaś, że nie.
I jest pierwszy rozdział.
Jesli przeczytałaś/eś zostaw komentarz!
PS. będę pisała daty i godziny :)
Mój drugi blog: http://amagicaldayopowiadanie.blogspot.com/2016/01/a-magical-day-roz-xvii.html
poniedziałek, 1 lutego 2016
Wstęp
Cześć! Tu znajduje się opowiadanie, właściwie ff o Jdabrowskim ( jak pewnie zauważyłaś/eś ). Na wstępie napiszę, że będzie to dość takie nietypowe ff (tak mi się przynajmniej zdaję). Zrobię z tego trochę taki survival. Miałam już od dawna napisać takie opowiadanie, a jakoś pomyślałam czemu by nie dodać tu Jasia. Głowna bohaterka będzie miała na imię Angelika ( Myślałam jeszcze nad Joanną, ale niech tak zostanie). Wkrótce pojawi się I rozdział! Do zobaczenia!
Ps. Wchodźcie na mojego drugiego bloga:
http://amagicaldayopowiadanie.blogspot.com/
Ps. Wchodźcie na mojego drugiego bloga:
http://amagicaldayopowiadanie.blogspot.com/
Subskrybuj:
Posty (Atom)