Łączna liczba wyświetleń

sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 8



Wiem, że ostatnie rozdziały były troszeczkę bez naszego kochanego Jasia, ale teraz będzie inaczej! Musiałam sobie to wszystko tak poskładać, żeby potem mi się lepiej pisało. Mam nadzieję, że wcześniejsze rozdziały nie zniechęciły Cię do czytania! Pozdrawiam.







1 czerwca 2016 : 4.47

Dzień wyjazdu. Musiałam wstać o wiele wcześniej, ponieważ lot zaczyna się o 6.00. Myślałam tylko o jednym: chcę spać! Oh, nawet nie zdążyłam zasnąć. Półtorej godziny snu to nie jest wystarczająca ilość. Musiałam się śpieszyć. Na szczęście Attis mi w tym "pomagał". Przynosił on bluzki, który leżały ładnie poskładane w szafie, a następnie puszczał je poślinione do walizki. "Latałam" w tą i z powrotem, myśląc o tym czy wszystko wzięłam. Chyba tak, chyba. Czym prędzej poszłam zjeść śniadanie do kuchni i pobiegłam stanąć przy drzwiach. Byłam gotowa. Czekałam jeszcze tylko na mojego tatę, który miał mnie zawieźć na miejsce. Cała drżałam z podniecenia. W końcu spotkam youtubera, którego oglądałam jakieś 3 lata temu. Co prawda nic z tego nie pamiętam, ale fajnie powrócić sobie do dawnych czasów. Siedziałam w aucie i mieliśmy ruszać, gdy przypomniałam sobie o najważniejszym.
- Insulina!
- Co?
- Tato stój! Zapomniałam o niej.
- To leć szybko! Same z nią kłopoty.... - ojciec zaśmiał się pod nosem. Faktycznie, gdybym zapomniała o czymś tak ważnym nie byłoby najlepiej.


5.55

W ostatniej chwili zdążyłam na samolot. Weszłam do niego i szukałam wzrokiem Natalii. Nareszcie znalazłam i siadłam koło niej.
- Cześć, co tak późno? - przywitała się rozweselona Natka.
- Hej, zapomniałam insuliny.
- Ah, tak no przecież.
- Bardzo śmieszne. - przyjaciółka zachichotała.
     Przez pół godziny gadałam z Natalką o tym jak będzie świetnie. Wtem poczułam chęć posłuchania muzyki, założyłam słuchawki na uszy i zamknęłam oczy. W końcu mogłam pójść spać.
   
7.00

      Usłyszałam krzyk. Przeraźliwy głośny krzyk. Ciarki przeze mnie przeszły. To nie były głosy szczęścia na widok swojego ulubionego youtubera. To były głosy, które błagały o życie. Obudziłam się, a samolot kręcił się na wszystkie boki. Jedna dziewczyna kuląc się, a zarazem próbując się czegoś złapać przesuwała się do przodu i do tyłu, na lewo, a także na prawo. Raz zrobiła nawet fikołka. Chwilę stałam przerażona, ale po chwili wyciągnęłam do niej rękę. Po drugiej już nieudanej próbie, wychyliłam się do niej jeszcze bardziej. Złapała. Powoli ja wciągałam, lecz samolot kolejny raz, tym razem jeszcze mocniej przekręcił się gwałtownie na bok. Nie mogłam jej puścić. Gdybym to zrobiła, ona walnęłaby o ostrą rączkę siedzenia. Byłoby po niej. Niestety nie miałam tyle siły i spadłam z siedzenia razem z nią.
- Natalia!
- Angelika!
Szczęściem nie dotknęłyśmy nawet tej rączki, ale dziewczynie zaczęła lecieć krew z nosa. Zapewne dlatego, iż dużo razy walnęła głową.
- Dziękuję. - wyszeptała.
- Nie ma za co, jak masz na imię?
- Tamara.
- Trzymaj się Tamaro. - pomogłam jej wstać, by ta usiadła na fotelu. Rozejrzałam się po samolocie, gdy ujrzałam jak półka nad siedzeniami miała zaraz spaść. Dokładnie oderwała się tylko mała część, która uderzyła w tył głowy Sarę. Kolejna część półki odpadła, a następnie odbiła się od oparcia i przyczasnęła jej nogi. Jak to musiało boleć, przecież to jest okropnie ciężkie. Koleżanka wrzasnęła. Podczołgałam się do niej i z trudem zdjęłam rzeczy. Była pół przytomna. Kiedy przyjrzałam się dokładniej zobaczyłam, że kąt szafki wbił się jej w bok czoła. Strasznie krwawiła. Wyciągnęłam z kieszeni chusteczki i przytrzymałam jedną przy ranie.
- Pomocy! - krzyczałam, lecz nikt nic nie zdziałał. Darowałam im tylko, dlatego, że mogło to dla nich być ciężkie. Do moich uszu dostał się cichy jęk. Jasiek.... to był Jaś! Właśnie pomagał jakieś innej dziewczynie, ponieważ chyba złamała sobie rękę. - Wytrzymaj.... - samolot zaczął się   na wszystkie strony. Trzymałam Sarę najmocniej jak umiałam. Nagle coś pękło. Coś dużego, a mianowicie skrzydło naszego transportu. Przelatywaliśmy między górami, więc trudno byłoby takie coś  uniknąć. Przesunęłam koleżankę do rogu i kazałam Basi ją pilnować. W maszynie zrobiła się ogromna dziura. Tym razem chłopak wyleciał i popchnął mnie ku dziurze. Trzymałam się ostrej krawędzi. Moje palce krwawiły. Nie wytrzymałam i łzy zaczęły mi spływać po policzku. Nogi zwisały mi pomiędzy chmurami. Wyobrażasz, sobie, że wisisz 11km nad ziemią? Ja nigdy bym nie umiała.... dopóki, bym tego nie przeżyła. Kolejne dziewczynki nie utrzymały się i wypadły.... Boże co się dzieje ?
- Natalia ! - krzyknęłam płacząc.... nie mogłam powstrzymać łez. - Aaa! - z bólu puściłam jedną rękę, natomiast przyjaciółka złapała tą drugą. - Nie wytrzymam. - zauważyłam, ze powoli ciagnę Natalkę razem ze mną w dół. - Przepraszam. - puściłam drugą rękę. Przez sekundę byłam w powietrzu, lecz złapał mnie Jaś, a następnie wciągnął. Od razu się do niego przytuliłam. Uratował mi życie. Cudowny człowiek. Dalej się w niego tuliłam do póki maszyna się nie roztrzaskała. Dalej widziałam tylko ciemność.



Jak myślisz czy wszystkie osoby przeżyły?
Jeśli przeczytałeś/aś to zostaw komentarz!
Obiecuję, ze będzie teraz dużo Jasia! Musiałam jakoś to wszystko sobie poskładać
Postaram sie dodać kolejny rozdział jeszcze dzisiaj, hehe

1 komentarz:

  1. OMG!!! Sorki, że musiałaś tak długo czekać na moją "opinię" (; Myślałam, że Andżelika spadnie... Jaś Bohater xD Pewnie po mojej "opinii" spodziewałaś się nie wiadomo czego, ale powiem ci że nie jestem jakimś krytykiem a moja opinia jest g*wno warta, po prostu napiszę Super rozdział, bo taki faktycznie jest. Ciekawe co będzie jak Andzia się dowie, że ten youtuber to Jasiu....



    Chamskie lokowanie produktu: www.ffleoicharlie.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń