Dziewczyna o imieniu Angelika wiedzie szalone życie. Jest lubiana w szkole, a także dobrze się uczy. Mimo tego dalej sądzi, że to szara rzeczywistość. Nic nie potrafi zaspokoić jej pragnienia przygody. Wkrótce jej marzenie się spełni i będzie mogła doznać prawdziwą moc adrenaliny. Niestety będzie nieść dużo przykrych rzeczy. Jej celem będzie uratowanie przyjaciół, jak i samej siebie. Czy uda jej się to? Czy uda jej się pokonać tą niebezpieczną grę?
Łączna liczba wyświetleń
poniedziałek, 29 lutego 2016
Rozdział 9
1 czerwca : 11.00
W końcu odzyskałam przytomność. Chociaż nie wiem czy to dobrze, bo kiedy się ruszyłam śnieg przysypał mnie jeszcze bardziej. Zaczęłam się dusić. Rękami odkopywałam się, by wyjść na świeże powietrze. Było mi tak zimno. Nareszcie moja dłoń mogła "dotknąć" lodowatego powietrza. Niestety tylko ona wymknęła się na wolność. Brakowało mi tlenu. Powoli uspokajałam się, ponieważ wiedziałam, że nie dam rady. Pod śniegiem nie mogę krzyczeć, a jest go za dużo, bym sama się uwolniła. Położyłam wystającą rękę delikatnie na powierzchni. Wtem coś zaczęło mnie za nią szarpać. Nie wiedział niestety o tym, że tylko powoduje moją szybszą śmierć. Nie miałam czym oddychać. Mimo to dalej byłam wszystkiego świadoma. Po kilku chwilach ktoś mnie puścił i odkopywał. Słońce zabłyszczało, a moje oczy mnie piekły. Gdy tylko poczułam jak wiatr pieści mój policzek wzięłam głęboki oddech. Wstałam odruchowo. Twarz Jasia znajdowała się na przeciwko mojej. Patrzyłam w jego piękne czekoladowe oczy. Nie potrafię oderwać od nich wzroku, jest w nich coś niezwykłego.Jego rozczochrane włosy dodawały mu uroku.
- Nie mogę uwierzyć, że Cię znalazłem. - powiedział i pomógł mi wstać.
- Gdzie jesteśmy?
- Hmm.... w górach.
- Myślałam, że na plaży. - rzekłam sarkastycznie. - Jakie to góry?
- Nie wiem, może.... Mont Blanc? - zaśmiałam się. - Co? - przewróciłam oczami, a chłopak zaprowadził mnie do reszty. Czyli małej 10-osobowej grupki. Wszyscy zaczęli się na nas patrzeć, a ja szukałam wzrokiem Natalii. Nie było jej.... to mogło oznaczać tylko jedno. Po moim policzku popłynęła jedna samotna łza, ale nie długo dołączyła do niej kolejna. Te dwie kropelki spowodowały u Jasia smutek. Nie wiedziałam go tak smutnego. Może, dlatego, że znam Jana bardzo krótko.
- Czemu płaczesz? - zapytał szeptem.
- Bo straciłam pewną cząstkę mnie. - nie minęła sekunda,a zobaczyłam jak Natalia biegnie w moim kierunku. - Ale już powróciła. - dotknęłam miejsca w którym znajdowało się serce i odetchnęłam z ulgą. Kiedy wyszłam z drobnego szoku, pobiegłam do przyjaciółki i ją przytuliłam. Padłyśmy na kolana dalej przytulone do siebie.
- Angelika? - odezwał się brunet.
- Tak?
- Zimno Ci? - faktycznie cała się trzęsłam. Miałam na sobie jedynie cienką bluzkę. Przydałby się jakiś sweter albo kurtka. Wszystko byle by mi było ciepło. Przez moje ciało przechodziły ciarki. Me dłonie były lodowate i sine. Najgorzej bolał mnie brzuch, Zimno przeszywało mnie od stóp do głowy. Jasiek przykucnął, zdjął swoją bluzę i pomógł mi ją założyć. Przez temperaturę ledwo się ruszałam. Obróciłam się i miałam poczucie winy. Teraz Jaśkowi klimat nie sprzyja. Objęłam go,a następnie złapałam za nadgarstek i pociągnęłam za sobą.
- Pobiegajmy! - pobiegnęłam z nim dalej w jakieś ustronne miejsce. Potem uciekłam przed nim, a Jaś stał i nie wiedział o co chodzi. Hmm... to tylko pozory. Gdy się do niego zbliżyłam znudzona, szybko złapał mnie w talii i zaczął kręcić. Oh, tak. Teraz było mi naprawdę ciepło. Śmiałam się, a chłopak razem ze mną.
- Puść! - krzyknęłam, ponieważ zakręciło mi się w głowię.
- Dobra. - tak też zrobił. To był zły pomysł. Nie mogłam ustać i chodziłam jak pijana. Koniec końców nadepnęłam na cieniusieńki lód. Zjechałam na dół po śniegu. Próbowałam się przy tym czegoś złapać, ale nie potrafiłam. Uderzyłam w wielką zaspę.
PERSPEKTYWA JASIA
Kiedy ujrzałem Angelikę znikającą gdzieś w śniegu szybko pobiegłem w miejsce upadku. Była tam wielka dziura. Ona musiała przez nią wpaść do tej jaskini. Tak, podziemna jaskinia. Bez dłuższego namysłu położyłem się na górce i zjechałem do niej. Było tam pięknie. Wszystko pokryte lodem,a każdy choćby mały krok odbijał się od ścian. Przez co, tworzyło się echo. Nagle usłyszałem krzyki Andzi:
- Zo st aw m nie! - mówiła bardzo nie wyraźnie. Przestraszyłem się, ze coś może się jej stać. Moment... to znaczy, ze oprócz naszej grupki jest ktoś jeszcze i to całkiem nie daleko. Schowałem się za zaspę i wyglądałem co chwilę, by być na bieżąco i wiedzieć , ze Angelika jak na razie jest cała. Gdy tajemnicza osoba podeszła dość blisko, chwyciłem ją za włosy i rzuciłem na ziemię. Dziewczyna natychmiastowo złapała się mojego ramienia. - Dziękuję... - wyszeptała. W jej głosie słychać było niepokój oraz strach. Z troską pocałowałem ją w policzek, a Andzia się zarumieniła.
- Kim jesteś? - spytałem się chłopaka, który leżał i masował swoją głowę. Samo szarpnięcie nie bolało tak, ale uderzył on lód.
- Człowiekiem.
- Nie byłbym tego taki pewien. Po co ją złapałeś?
- Bo siedzę w tej pierdolonej jaskini już półtorej roku! - wykrzyczał. Dziewczyna, aż drżała ze strachu. - Dawno nie rozmawiałem z ludźmi, a akurat spotkałem ją. Tyle, ze kiedy do niej podszedłem zaczęła uciekać.
- I dlatego trzymałeś ją jakby była jakąś rzeczą? - mówiłem spokojnym głosem, ale w środku gotowałem się z złości.
- Dobra sorry. - chłopak wstał i podał Angelice rękę na zgodę, dziewczyna tak samo wyciągnęła do niego rękę. - Nie zrobiłbym Ci krzywdy.... nie zrozumiesz mojej sytuacji.
- Jak masz na imię?
- Paweł - chłopak podrapał się po głowię.
- A jak się tu dostałeś? - spytała Andzia.
- Samolotem. - zaśmiał się, lecz po chwili posmutniał. - Leciałem z siostrą na wakacje do Hiszpanii. My też mieliśmy pojechać do tego państwa.
- My tak samo... - odpowiedziałem.
- Też jesteście rodzeństwem?
- Nie. - odpowiedziała Angelika.
- Aha, czyli jesteście parą... to by wiele wyjaśniało. - na policzkach dziewczyny pojawiły się duże czerwone rumieńce. Niestety zaprzeczyłem słowom chłopaka.
- Mówią, że te góry są przeklęte i za każdym razem, gdy samolot tędy przelatuję rozbija się. Podobno kiedyś w takim właśnie wypadku uczestniczyła Lucy Brightness. Straciła ona wtedy swoich najlepszych przyjaciół i została sama, nikt jej nie znalazł.... Teraz jej duch powoduje katastrofy lotnicze i robi wszystko, aby została jedna osoba... wtedy naprowadza pomoc w miejsce potrzebującego.
- Dalej nie rozumiem, dlaczego? - dopytywała szatynka.
- Razem z pewną dziewczyną przypadkiem spadły ze skały, która była obok przepaści. Jej koleżanka trzymała jedną reką grubą gałęź,a drugą Lucy. Dziewczyna wiedziała, ze nie utrzyma Lucy,a chciała przeżyć, więc ją puściła i wytrzymała do przyjazdu ratowników....
- I czeka, aż zostanie tylko jedna osoba. - stwierdziłem, ale mogło to zabrzmieć trochę jak pytanie.
- Tak.
- To czemu ty nadal tu jesteś?
- Ktoś przeżył.
Przepraszam za brak rozdziałów, ale no cbsbfsbfsf łaaaaaaa. Nie miałam czasu. Jednak zdobywam go tylko wtedy, gdy mam szkołę XD I już coś zaczyna się dziać! huhu! Komentujcie, wszelka krytyka mile widziana (byle nie hejty hehe). Piszcie co robię dobrze co źle! To naprawdę jest potrzebne. Musze teraz dużo czytać, by dodawać coraz lepsze rozdziały ! dgvdsfhd ENJOY !
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Jezu... Jak to czytałam to aż mi ciarki po plecach przeszły... Nie wiem czy zasnę w nocy :') Już wcześniej to opowiadanie było mega ekscytujące a co dopiero teraz! Kiedy kolejny rozdział?
OdpowiedzUsuńehe, ekscytujące xd jebłam i nie wstałam
Usuń