Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 2 lutego 2016

Rozdział 1


18 maj 2016 : 9.00


Aaaaaaaaa! - krzyczałam będąc do góry nogami. Byłam w niebie.... i to dosłownie. Oglądałam raz chmury, które miały przeróżne kształty. Widziałam w nich twarze albo zwierzęta, wszystkie były takie puszyste i białe. Chciałabym kiedyś dotknąć tego puchu. Niestety to niemożliwe, ponieważ nie potrafię latać, a chmury by się rozpłynęły. Kiedy leciałam w dół mogłam zobaczyć ludzi, którzy śmieją się z naszego pisku,a także, którzy czekają w kolejce. Zamknęłam oczy i wyobrażałam sobie, że mam skrzydła dzięki, którym mogę unieść się wysoko w obłoki. Mogłabym unieść się tak wysoko, że zwiedzałabym galaktykę. Tak! Zamieszkałabym na Marsie i zaprzyjaźniła z ufoludkami. Ciekawie byłoby mieć zielonego przyjaciela. Dowiedziałabym się czy mają tam nowoczesną technologię, a może żyją jak w czasach z średniowiecza. Zabawni byliby kosmici w metalowej zbroi walczący srebrnym mieczem. Odkryłabym nieznane dotąd planety i zostałabym sławna, niczym Michael Jackson. O wiem! Będę galaktyczną piosenkarką śpiewającą na Marsie w chórze z kosmitami! Nagle wszystko ustało.
- Podobało Ci się?! - spytała z entuzjazmem Natalia.
- Tak! Bardzo! - własnie po raz pierwszy w życiu byłam na kamikadze. Z początku bardzo się bałam. W końcu bycie do góry nogami wysoko nad ziemią jest straszne. Musiałam się jakoś rozluźnić. Postanowiłam, że pójdziemy na samochodziki. Uwielbiałam ścigać się na parkiecie i zderzać z innymi. Poszłyśmy, więc do kasy po bilety, a następnie w wspomniane miejsce. Wsiadłam do samochodziku, był on cały biały oprócz boków, które miały różowy kolor. Zanim zaczęłyśmy je używać Natalia stała 7 minut patrząc się na autko. Po chwili wybrała te jedyne. Na początku jeździłyśmy bardzo wolno. Nie trwało to długo, bo dołączył do nas chłopiec. W wieku około 7 lat.
Kiedy dorwał się do maszyny od razu zaczął wjeżdżać w nasz boki. Siedzenie było twarde, dlatego to bolało. W chwili nie uwagi chłopca uderzyłam go od tyłu. Może walnęłam za mocno, bo chłopak, aż podskoczył. Goniliśmy się po całym parkiecie, aż skończył nam się czas.
- Po co się drażniłaś z tym dzieckiem? - śmiała się ze mnie przyjaciółka. Otworzyła bramę i wyszła, a następnie spojrzała mi w oczy.
- Sama jestem dzieckiem. - mówiłam zawstydzona.
- Dzieckiem? Błagam Cię, masz 17 lat.- Natalia śmiała się dalej.
- Jeszcze 16. Urodziny mam za 5 miesięcy.
- Za 4 miesiące. - dziewczyna przymrużyła oczy, ale śmiała się dalej.
- Za 4 miesiące i 2 tygodnie.
- Ah, aleś ty dokładna. - Natalia wzięła mnie za rękę i pobiegła ze mną do budki z lodami. Zamówiłam lody śmietankowe, a przyjaciółka truskawkowe. Wyszłyśmy z wesołego miasteczka i polazłyśmy do parku. Wyjęłam z mojej torebki mały kocyk, a kolejno usiadłyśmy sobie na nim. Zjadałyśmy lody powoli, by nie rozbolała nas głowa, ponieważ lody są strasznie zimne. Odwróciłam się na chwilę, by zabrać z torby telefon.
- A, haha, Andzia.
- Co? - powiedziałam niczego nie świadoma. Odblokowałam ekran i zerknęłam na godzinę. Było jeszcze wcześnie.
- No, po-popatrz. - po chwili poczułam jak Natalia kręci się na wszystkie strony. Kiedy spojrzałam przez ramię ujrzałam psa. Wielkiego golden retrivera. Najwidoczniej zależało mu na tej pyszności, którą sobie kupiłyśmy. Jakoż, iż sama mam psa zostało mi trochę kosteczek. Rzuciłam jedną psu, a ten w ramach podziękowania polizał mnie po uchu. Miał szorstki język. Czułam, jakby po moim uchu przeleciała delikatnie jarzębina zamoczona w wodzie. Hm, w sumie jarzębina jest za wielka w stosunku do małych kuleczek na jęzorze psiaka. Efekt był i tak taki sam. Nie raz, kiedy była jesień i padał deszcz dostałam taką jarzębiną od chłopców.
- Dobra. - mówiąc wstałam i otrzepałam się z sierści psa. - Musimy iść do szkoły. Jest 9.00, a mamy na 10.00, zanim dojdziemy....
- Trochę minie. - dokończyła dziewczyna za mnie.
- Właśnie.

~~~~~~~~~

9.55

- Zaraz zaczną się lekcje, szybciej dziewczyny! - krzyczał do nas z okna Maciek. Pobiegłyśmy na górę nie zmieniając butów.
- Jesteśmy. - powiedziała zdyszana Natalia.
- Musisz poprawić sobie kondycję. - Maciek uśmiechnął się do mojej przyjaciółki. To jak się na nią patrzył i jak mówił było naprawdę uroczę. Na mnie nigdy nikt się tak nie patrzył. Mogłam tylko pozazdrościć... Wkurzałam się czasami strasznie, ponieważ Natka nigdy nie zauważała jego starań, a może nie chciała ich widzieć? Chłopak był bardzo przystojny. Blond włosy oraz niebieskie oczy. Zazwyczaj nosił koszule, tylko czasem zdarzało się, że miał normalną bluzkę. Zadzwonił dzwonek i wszyscy siedli na swoje miejsca. Pierwszą mieliśmy matmę. Uwielbiam przedmioty ścisłe i kminienie jak rozwiązać dane zadanie. Przez całą lekcję przyjaciółka pisała liściki z blondynem. Czekałam całe 45 minut, aż podejdę do tablicy. Gdy pani mnie poprosiła zadzwonił dzwonek. Poszłam na dół do sklepiku szkolnego. Wszystkie dziewczyny rozmawiały o jakimś wyjeździe i o tym jak bardzo by chciały pojechać, ale jest to w roku szkolnym. Kiedy byłam na górze Natalia siedziała na telefonie. Przeszłam obok niej obojetnie, a następnie usiadłam koło przyjaciółki. Po chwili Natalia się rozbudziła.
- O Angelika, Angelika, Angelika! - przyjaciółka krzyczała do mnie i gapiła się na komórkę.
- Spokojnie! - zaśmiałam się i zabrałam jej urządzenie.
- Ej..... Masz czas tak gdzieś w czerwcu? - mówiła podekscytowana.
- Ale on jest za dwa tygodnie. - mówiłam z usmiechem na ustach.
- Cudownie!
- Nie powiedziałam, że tak. - Natka uścisnęła mnie mocno.
- Ale nie powiedziałaś, że nie.







I jest pierwszy rozdział.
Jesli przeczytałaś/eś zostaw komentarz!
PS. będę pisała daty i godziny :)
Mój drugi blog: http://amagicaldayopowiadanie.blogspot.com/2016/01/a-magical-day-roz-xvii.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz