Dziewczyna o imieniu Angelika wiedzie szalone życie. Jest lubiana w szkole, a także dobrze się uczy. Mimo tego dalej sądzi, że to szara rzeczywistość. Nic nie potrafi zaspokoić jej pragnienia przygody. Wkrótce jej marzenie się spełni i będzie mogła doznać prawdziwą moc adrenaliny. Niestety będzie nieść dużo przykrych rzeczy. Jej celem będzie uratowanie przyjaciół, jak i samej siebie. Czy uda jej się to? Czy uda jej się pokonać tą niebezpieczną grę?
Łączna liczba wyświetleń
poniedziałek, 8 lutego 2016
Rozdział 3
22 maja 2016 : 11.00
Czasem czuję niepotrzebna. Bezużyteczna. Odkąd Natalia chodzi z Maćkiem jestem w jeszcze większym dołku. To moja przyjaciółka i powinnam się cieszyć, ale nie potrafię. Niby mam dużo znajomych, ale czuje się samotna. Pewnie, dlatego często przekraczam granice bezpieczeństwa. Czuję się szczęśliwa, gdy czuję adrenalinę. Skok ze spadochronu, skok na bungee, to i wiele innych sprawiało, że byłam naprawdę szczęśliwa. Oh, nie mogę tak myśleć o związku Natalki. To, że sama nigdy nie miałam chłopaka nie znaczy, iż muszę być obrażona na cały świat. Ja po prostu mam taki charakter. Przynajmniej potrafię przy tych wszystkich rzeczach znaleźć czas na naukę. Co dziwniejsze, niektóre zadania z przedmiotów ścisłych mnie rozluźniają. Dzisiaj jest weekend, a ja zamiast chodzić z Natalią po parku siedzę w domu. Pewnie, dlatego, że ona spędza ten dzień ze swoim chłoptasiem. I jak mam być wesoła? Maciek to, Maciek tam to. Nasze rozmowy toczą się w okół niego! A ja jak głupia tego słucham. Wiem! Zadzwonię do niej. Jeśli z nim jest to nie odbierze.
Wyciągam rękę po telefon i nagle słyszę jakże głośny dzwonek. W jednej chwili spadam z łóżka.
Patrzę i..... Natalka! Mogłabym się teraz odgryźć, ale zemsta jest dla słabych. Zwłaszcza, że ona nie robi tego umyślnie. Koniec z końców odebrałam.
- Halo? - zaczęłam rozmowę.
- Spotkajmy się w parku pod wielkim dębem o 13.00! - usłyszałam głos po drugiej stronie słuchawki. Natalia mówiła tak szybko, że ledwo zrozumiałam. Po tej krótkiej informacji rozłączyła się. Skąd wie, że przyjdę? Może nie mam czasu albo rodzice mi nie pozwolą. Fakt, rodzice zazwyczaj pytają się - gdzie idę i kiedy wrócę. To im starcza. Ufają mi bezgranicznie. Nigdy nie zrobiłam czegoś, dzięki czemu stracili by moje zaufanie. Dobra... 3 razy zdarzyło mi się wagarować, ale nic więcej. Podeszłam szybkim krokiem do szafy i wywalałam ubrania na łóżko. W końcu znalazłam coś na dziś dzień. Mianowicie jeansy; w których muszę przyznać moje zgrabne i szczupłe nogi wyglądały jeszcze lepiej, oraz koszulę w kratkę - czerwono-czarną. Zeszłam na dół do przedpokoju i przykucnęłam by zawiązać moje, jakże czarne koturny.
- Angelika...!
- Do parku, postaram się wrócić o 15.00. - przerwałam mojej mamie w pół zdania. Pamiętam czasy kiedy miałam 8 lat. Uwielbiałam spędzać z nią czas. Zazwyczaj czytałam jej książki i kaleczyłam język. Zawsze miałam z tego satysfakcję, iż potrafię sprawić by moja mama zasnęła przy czytaniu, tak jak ja to robiłam, kiedy ona opowiadała mi różne bajki. W rzeczywistości zanudzałam ją na śmierć. Zanim się obejrzałam byłam na miejscu. Wiedziałam.... Nawet nie przyszła. Najwidoczniej przyszłam tu nadaremno. Już się zamachnęłam, by kopnąć drzewo.
- Cześć. - powiedziała zawstydzona Natalia.
- Yhym.
- Przepraszam.
- Yyyyhym.
- Przestaniesz?
- Yhy.
-Dobra, nie chciałam, żeby to wszystko tak wyszło, ja....
- Ja też Cię przepraszam - urwałam.
- Ale za co? - zdziwiła się przyjaciółka. Jak miałam jej powiedzieć, że nienawidziłam ją za to, że ma chłopaka? Że byłam zazdrosna? Od początku chciałam, by Natka i Maciek się spiknęli. Mówić prawdę jak zawsze czy skłamać? W tym przypadku bardziej podoba mi się ta druga opcja. I tak chyba nie mam wyboru. Gdybym powiedziała to co się dzieję naprawdę Natalka mogła by tego nie wytrzymać. Te kłamstwo nie wyjdzie na jaw, ponieważ tylko ja o tym wiem. To co się dzieje w mojej głowie nie wyjdzie poza nią. Nie lubię kłamać, a zwłaszcza jej. Zrobiłam to już kiedyś, gdy spotkałyśmy na ulicy kota. Mały zwinięty w kłębek kociak. Bezbronny. Oh jak ona chciała go ze sobą zabrać. Był cały przemoknięty i zmarznięty. Zgodziłam się i zabrałyśmy go do domu. Moi rodzice zaś zawieźli do weterynarza. Mogłam powiedzieć, że kot ma się dobrze, ale wtedy ona prosiła by swoich rodziców o to czy zwierzak nie mógł by u nich zostać. Ba! Ona by ich błagała na kolanach i płakała. Rzecz w tym, że nie miał by kto się zajmować tym kociaczkiem. Podeszłam do niej, przytuliłam i okłamałam ją. Powiedziałam, że zmarł. Oh, co ja najlepszego zrobiłam! Po co ją przeprosiłam? Przynajmniej czułam ulgę. Tak, kamień spadł mi z serca.
- Myślałam, że Cię czymś uraziłam... nie dzwoniłaś, ani nic. - dziewczyna zaśmiała się.
- Oj głuptasie, przykro mi, że miałam dla Ciebie mało czasu, ale robiłam wszystko, aby zasłużyć sobie na wyjazd! - a więc o to chodziło? Chłopak wcale nie był ważniejszy ode mnie? Jezu, jak ja się cieszę!
- Aha, aż dwa tygodnie?- udawałam, że nie jestem szczęśliwa. Mimo to nie powstrzymałam się i moja lewa warga podniosła się. Byle bym się nie uśmiechnęła. - Chwila, jaki wyjazd?
- Przecież Ci mówiłam! Ty też jedziesz, no nie?
- Nie pytałam się.
- Angelika!
- Dobra, jak wrócę do domu to się zapytam.
- Mam taką nadzieje. - Natka potrząsnęła głową. Zebrała mi się ochota na lody. Czym prędzej pobiegłyśmy do budki z lodami. Wtem komórka przyjaciółki zaczęła dzwonić. Natalia poszła, by odebrać telefon. Musiała porozmawiać z mamą. Eh, zostawiła mnie samą. Przecież miała mnie pilnować. Teraz pewnie zamówię sobie cały puchar lodów! Wyjęłam z kieszeni spodni portfel, aby zacząć szukać drobniaków. Niestety po otwarciu portfela wyleciała mi z niego góra pieniędzy. Wszędzie leżały złote i srebrne monety. Jedno, dwu i pięciozłotówki. Niech mnie szlag! Oczywiście koleś, który stał przede mną zaczął się śmiać. Debil....Schyliłam się zebrać należne do mnie pieniądze.
- Zostaw! - powiedziałam do chłopaka, który wziął parę monet.
- Sama tego raczej nie zbierzesz. - mówiąc wziął ich do ręki jeszcze kilka i oddał mi.
- Dzięki. - rzuciłam nieśmiało. Wstaliśmy i dopiero teraz zauważyłam, że to ten..... Jaś? Chyba tak mu było. Lekko opadła mi szczęka. Po chwili sprzedawca krzyknął do nas czy kupujemy. Janek przepuścił mnie w kolejce. Miło z jego strony. Kupiłam lody i szłam do Natki, gdy brunet mnie zaczepił.
- Wtedy, kiedy się spotkaliśmy nie dokończyłaś. Jak masz na imię? - mówił zupełnie roztrzepany.
- Zgadnij. - chciałam się z nim trochę podroczyć za to, że mnie wtedy tak wystraszył.
- Ania? - pokręciłam głową na "nie". - Anita? - znowu nie trafił. - Alicja?
- Chyba pierwsze literki mojego imienia to AN. - zaśmiałam się.
- An... gelika?
- Brawo! Dostajesz medal za rozstrzygnięcie tajemnicy zielonego wzgórza! - Jan uśmiechnął się do mnie co odwzajemniłam. Nagle usłyszałam wołanie przyjaciółki. - Pa!
- Ale.. Zaczekaj! - nie zwracałam już na niego uwagi, tylko szłam do dziewczyny. Za chwilę usłyszałam cichy pisk. Spojrzałam za siebie, a tam dwie chyba koleżanki robią sobie zdjęcie z Jankiem. Zdziwiłam się, nie powiem. Kiedy podeszłam do Natalii dostałam od niej z liścia. Oczywiście jej oddałam. I wydaję mi się, że z dwojoną siłą, ponieważ mocno chwyciła się za policzek.
- Ej...
- Ty zaczęłaś.
- A, bo, e, ty, aaaa!
- Co ?
- To był....... bosz kobieto czy ty jesteś głupia czy tylko udajesz?
- Jestem głupia. Kto to jest?
- Nieważne. - kolejny raz nie dowiedziałam się kim jest owy chłopak. Razem zajadając się lodami poszłyśmy do mnie do domu.
Jeśli przeczytałaś/eś to zostaw komentarz!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Superaśny rozdział!!! Czekam na nexta ♡
OdpowiedzUsuń~Zuzanna Więckowska (czyt.kapibara)
Dziękuję Zuzan..... znaczy kapibaro :)
OdpowiedzUsuń